Jump to content

Feliks.

Player
  • Content Count

    116
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

102 Świetny Gość!

About Feliks.

  • Rank
    Ken Rosenberg
  • Birthday 12/15/2002

Komunikatory

  • Steam
    http://steamcommunity.com/id/feliksx/

Informacje ogólne

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Localization
    Polska, Pomorze.
  • Zainteresowania
    Właściwie moim hobby ostatnio jest ogrywanie gier klasycznych, starych. Przykładowo: GTA:SA, które ostatnio ponownie skończyłem, Fallout wersja pierwsza, Tomb Raider czy Mario. Oprócz tego pomagam w domu i interesuję się prawem i humanistyką, choć chciałbym iść w kierunku humanistyka, rodzina narzuca mi podążanie drogą prawnika i kształtowanie się w niej.

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Tragiczna śmierć wdowy z Flint County Wczorajszego poranka jednostki polskiej policji musiały poradzić sobie z widokiem zwłok 91-letniej kobiety z motelu Flint County. "Nie ważne w jakim dziale jesteś, zawsze w swojej karierze w policji zobaczysz przynajmniej jeden raz zwłoki." - powiedział jeden z obecnych na miejscu funkcjonariuszy. Jego wypowiedź jest niezwykle trafna, jednak warto wspomnieć, że nie była to zwykła śmierć. 91-letnia Agnieszka Braun żyła wraz z dwudziestoma siedmioma kotami. Po 90 dniach od jej śmierci, która nastąpiła przez zatrzymanie się akcji serca, koty ruszyły do akcji i poobgryzały ciało swojej właścicielki. Kobiety od 15 lat nikt nie widział. Według śledztwa przeprowadzonego przez prokuraturę, jej rodzina czy krewni od 5 lat nie mieli z nią kontaktu - a co za tym idzie, nie wiedzieli gdzie aktualnie przebywa i nie mogli w żaden sposób jej odwiedzić. Córka Agnieszki wypowiedziała się w następujący sposób: "Pewnego dnia po prostu zniknęła, nie wiedzieliśmy gdzie jest i co robi. Jej 27 kotów też, czasami traktowała je jak swoje własne dzieci, ignorując tym samym mnie i brata.". Starsza dama, która podobno nigdy nie zobaczyła swoich wnuków, zapłaciła za czynsz na rok do przodu. Na to pozwoliła właścicielka całego obszaru - Beata Krzak. "Nikt, w tym ja, nie widział w tym nic złego. Przecież to tylko więcej pieniędzy do kieszeni i kolejny zadowolony klient. Wspominała mi i obsłudze, że nie mamy wchodzić do jej pokoju i że nie spodziewa się gości. W końcu i tak musieliśmy to zrobić, bo ciekawość zżerała nas od środka. Nie spodziewaliśmy się takiego widoku." - wspomina z tamtego dnia właścicielka. Wczoraj o godz. 6 rano właścicielka wraz z kilkoma pracownikami postanowiła użyć kluczyków zapasowych i wejść do pokoju p. Braun mimo jej zakazu i próśb. Na jej nieszczęście, zrobiła to o półtora miesiąca za późno, powodując stały ból w sercach bliskich i tym samym niezapomniane, okropne wrażenia po ujrzeniu po raz pierwszy w swoim życiu zwłok. Niektórym z nas wpada już w myśl, że taka historia mogła przydarzyć się każdemu z nas - bo w rzeczywistości tak jest. Człowiek jest istotą, która wymaga kontaktu ze społeczeństwem. Trzy dni w izolacji mogą spowodować stały uszczerbek na psychice. Zastanawiamy się, ile spędziła w izolacji Agnieszka? Co skłoniło ją do tej decyzji o rozstaniu ze swoją rodziną? Tego do tej pory nie wiadomo, ale nie wyklucza się najgorszego. Wniosek wyciągnąć można tylko jeden - warto dbać o swoje znajomości, niezależnie czy dobre, czy złe. Czy dalekie, czy bliskie. Warto po prostu je pielęgnować nieważne co. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor Specjalista @Feliks.
  2. Kolejny zamach. Tym razem na lotnisku Los Santos 1. sierpnia bieżącego roku, według raportu jednostek grupy realizacyjnej i antyterrorystycznej polskiej Policji z miasta Los Santos, przeprowadzony został zamach. Atak nie był testowy, a groźny dla obywateli oczekujących na zameldowanie i odlecenie swoimi samolotami w inne części tego świata. Mimo wspaniałej pracy uzbrojonych funkcjonariuszy, sprawcy pozostawili na sobie kilka ładunków, które przy zbliżeniu się do nich policjantów - eksplodowali przy użyciu detonatorów. Na szczęście przedstawicielom naszych władz nie stała się żadna krzywda i nikt z nich nie ucierpiał. W przeciwieństwie do zamachowców, którzy pozostawili po sobie wielki wybuch i ślady krwi. Po zbadaniu i zapoznaniu się z całą sytuacją, wyżej postawieni rangą mundurowi pozostawili ją dla prokuratury i śledczych. Z ich wniosków na dzień dzisiejszy wyciągnęliśmy tylko jedno - inicjatorzy tej akcji zbrojnej na sto procent nie pochodzą z naszych regionów, byli zagranicznymi działaczami organizacji terrorystycznych, dlatego między innymi posiadali tyle ładunków wybuchowych. Wydany raport opublikowany przez władze przyciągnął również naszą uwagę, gdyż zapisane jest w nim więcej o całej sytuacji. Była ona dynamiczna, szybka i dla niektórych bolesna, jednak nasi policjanci na tyle szybciej zareagowali na zarejestrowane wezwanie, że zdążyli rozbroić te bomby przed wczesnym wybuchem, który mógłby zabić tysiące znajdujących się na lotnisku osób. Funkcjonariusze świetnie pokazali, jak powinno pilnować się i bronić bezpieczeństwa własnego i ludzi w pobliżu zaistniałej sprawy. Tylko dzięki nim, 14 tys. osób oczekujących wtedy na lotnisku mogą żyć dalej i prowadzić swoje własne interesy wraz z rodziną i dziećmi. Trudno pomyśleć, co stałoby się w momencie ich śmierci albo co gorsza - śmierci funkcjonariuszy wraz z obywatelami. Nasi mundurowi z jednostek specjalnych wykazali się nie lada odwagą i zaangażowaniem, jednak to nie oni spiszą raport ogólnodostępny. Tym zajmie się rzecznik prasowy wraz z oddziałem kryminalistyki i dochodzeniówki. Wtedy będziemy mogli przeczytać więcej o tej jakże bohaterskiej sytuacji. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor Specjalista @Feliks.
  3. Przestępczość w stanie San Andreas zmalała? Mieszkańcy pobliskich do San Fierro osad (tj. Angel Pine oraz Bayside Marina) wraz z nieliczną grupą obywateli wspomnianego miasta twierdzą, iż wskaźnik przestępczości w ich regionie stanu San Andreas zmalał do ok. 10%, o ile nie do samego zera. Wbrew odosobnionych, ale mimo to opisanych przez naszą redakcję przypadków, przykładowo głośnego porwania 14-letniej Ani oraz 10-letniego Jasia przez ich własnego ojca, molestowania oraz zakończenia ich żywota przez uduszenie, a następnie utopienie ciał w czarnych foliowych workach, wskaźnik rzeczywiście jest strasznie niski. Co jest tego powodem? Wskaźnik rozboju w San Fierro i podlegających mu mieścin jest liczony inaczej, niż chociażby w Las Venturas czy Los Santos. Dla Głównej Komendy Policji owego miasta liczą się przede wszystkich rzeczywiste wezwania zakończone powodzeniem i spisanym raportem. Dlatego przykładowo świeża akcja dzieci z Angel Pine nie liczy się jeszcze do rejestru, albowiem dział kryminalistyki oraz dochodzeniówki nie spisał jeszcze z niej raportu i nie wysłał do archiwum. Jednak to nie jest główna przyczyna tak małej działalności przestępczej, gdyż faktycznie sprawcy bardzo wielkich rabunków, kradzieży czy gwałtów, są ostatecznie w większości zamknięci w więzieniach przez Sąd Federalny San Andreas i ich wspaniale prowadzone rozprawy, na bardzo duży okres czasu. Nie żyjemy już w XIX czy XX wieku, gdzie mafia miała jeszcze jakąś działalność w osiedlach naszego stanu i potrafiła przekupić przypadkowo napotkanego na ulicy funkcjonariusza, gdy ten próbował aresztować jednego z członków ich mafii, jeżeli wcześniej nie był już przez nich wykupiony. Mundurowi nie obawiają się o swoje życie, ze względu na ograniczony dostęp do broni i licencji na nią dla obywateli Rzeczypospolitej, dlatego głównie oraz przez ich kodeks, który muszą przestrzegać by mieć czystą kartę, nie przyjmują już szemranych łapówek od cywili. Stróże prawa dbają w dzisiejszym świecie o porządek oraz bezpieczeństwo własne, ale ponad miarę wszystkich w pobliżu, dlatego prowadzone przez nią dochodzenia są wiarygodniejsze, niż jakiekolwiek informacje podane i zliczane przez zwykłych cywili, nieważne na jakim stopniu edukacji. Mimo to, można zauważyć, że zafascynowani rozwojem swojej społeczności cywile, po zliczeniu wszystkich raportów, wykonaniu statystyk i analiz, mogą chwalić się dość dużym osiągnięciem. Jako pierwsi wśród swoich starszych i młodszych kolegów z miasta, postanowili na tyle zaangażować się w jego przyszłość, że nie tylko prowadzili spis wszystkich przewinień, ale również im zapobiegali. To właśnie cywile Bayside Marina byli główną siłą pomocniczą dla OSP, PSP oraz wojska przy powodziach w tamtym i pobliskich regionach, więc dlaczego nie mieliby również pomóc w łapaniu bandytów? W naszym systemie prawnym obowiązuje jedna zasada, którą kierują się owi pomocnicy prawa - ujęcie obywatelskie, tzn. że obywatel Rzeczypospolitej ma prawo do zatrzymania siłą lub też nie, podejrzanego o złamanie prawa i poczekanie w tym miejscu na policję lub inne organy sprawcze miejscowości. Policja do tej pory nie potwierdziła wraz z prokuraturom ile wszczęli i zakończyli dochodzeń oraz śledztw, dlatego statystyki przeprowadzone przez mieszkańców betonowej dżungli nie są w 100% prawdziwe, bo nie ma ich jak potwierdzić. Dodamy również, że informacje, o które ubiegają się obywatele, wypuszczane są corocznie jako raport ogólnopolski, dlatego też nie można wydać ich w tym momencie. Trzeba będzie poczekać do końca roku i sprawdzić dopiero wtedy, czy owi ludzie mieli rację co do liczb. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor Specjalista @Feliks.
  4. "Czynienie życia coś znaczy" Tytuł naszego artykułu zapewne przyciągnął Waszą uwagę - nie bez powodu, gdyż jest to slogan reklamowy niemieckiej firmy FleischBerg produkującej od XIX wieku dla obywateli San Andreas jedne z najtańszych piw w stanie, jeśli nie na świecie - ma on przyciągać innych. Według niektórych, jest to nie tylko najtańszy, ale i również najlepszy alkohol do picia z towarzystwem. Druga strona konfliktu, który stworzył się w sieci odnośnie jakości owego produktu, odpowiada pierwszej negując, bo jest to dla nich alkohol dla niższych sfer, które przynoszą sobie zabawę spożywając ten trunek ze znajomymi zaraz po szkole, najlepiej w miejscach publicznych niewidocznych ani dla strażników miejskich, ani dla policji lub prywatnych lokalach, domostwach, jeśli nikt się z tym nie sprzeciwia. Ta internetowa kłótnia ciągnie się cały czas do przodu już od dawien dawna, jednak my nie zachęciliśmy Was do czytania tego artykułu z jej względu ani tym bardziej byście wypowiedzieli się w niej - oj nie. Pokazaliśmy Wam, naszym czytelnikom, ten slogan i firmę z innego, ciekawszego powodu, jednak by go lepiej zrozumieć, trzeba byłoby zagłębić się bardziej w historię początków "góry mięsa". Jak wspomnieliśmy wyżej, FleischBerg powstał w XIX wieku, dokładniej w 1869 roku. Kiedy interes powstawał, browary nie były za bardzo popularne dla ludzi z wyższym wykształceniem, lepszą pracą i tym podobnych i faktycznie podobała się bardziej niższym sferom, jak wspominają internauci. Historia wygląda podobnie do papierosów, jednak spodziewajcie się czegoś bardziej szalonego. Gdy twórca FleischBerga w 1956 roku zaczął napotykać problemy finansowe, mimo rozpowszechnienia jego produktu po całym kraju i w niektórych innych, był zmuszony obniżyć swoje ceny. W ten czas alkohol spożywały nie tylko osoby mniej zaangażowane w swoje życie społeczne, zamknięte w swoich pokojach lub grupkach ludzi, ale również znane osobistości, autorytety, które budzą w dzisiejszym świecie niekiedy panikę i postrach. Browar rzeczywiście stał się wtedy używką. Pito go przy posiłkach, dla przyjemności, a co najważniejsze - żeby zyskać u kogoś respektu, zaprzyjaźnić się z nim, wykorzystać. Osoby uzależnione nie często wychodziły z nałogu, jednak nie było jak, kiedy codziennie ludzie ze społeczeństwa, w którym się obracali naparzali do nich tekstami typu: "Ty nie wypijesz z nami?", "Nadal pijesz, prawda?", "Haha! Dobry żart...", "Prawie się nabrałem. Dobre!", "Abstynent?", gdy ci chcieli wyjaśnić, że nie chcą i/lub po prostu nie mają na picie najmniejszej ochoty. Głównym powodem alkoholizowania się nie była w końcu chęć nabrania respektu, a chęć zasymilowania się z rówieśnikami, czego skutki widać na dzisiejszej młodzieży i charakterze ich wypowiadania się i zachowaniu. W oparciu o raport Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych z 2017 roku, na głowę przeciętnej osoby pijącej powyżej 15. roku życiu przypadało 11 litrów alkoholu rocznie. Porównując te wyniki z połowy lat 90', jest to wzrost o 3 litry (8 litrów rocznie). Sam dyrektor PARPA określa tę sytuację jako tragiczną, zgodnie z jego słowami - "to ogromne ilości". Różni eksperci wypowiadali się już w tym temacie i wyszło na jaw, iż by zejść z tak wielkiego przyrostu, należałoby zamknąć 80% punktów sprzedaży alkoholu w Polsce i na dodatek zwiększyć ich ceny! FleischBerg w 1987 roku zaś musiał opuścić rynek, tym samym ogłaszając swoje bankructwo. Ówczesny właściciel sieci, Michael Dominick Provenzano, nie zrezygnował atoli ze swojego pomysłu na biznes. Rozpoczął rozmowy z firmą RUMMU, która zaproponowała mu takie rzeczy, które usłyszeć chciał. Obiecała spłacić jego długi, opłacić czynsz za wcześniej wykupione lokale i wytwórnie, jak też ogólnie pomóc w biznesie. I pomyśleć, że wszystko to za prawa do spółki na 2 lata. RUMMU nie chciała jednak podpisać żadnego kontraktu, ponieważ oficjalnie nie została jeszcze zarejestrowana na rynku jako legalnie działający zakład, dlatego do jakiejkolwiek umowy dojść nie mogło. Michael im zaufał, tak jak miliony jego fanów. W krótkim okresie czasu, bo po około dwóch miesiącach, RUMMU przestała kontaktować się z prawowitym właścicielem do marki, co go zaniepokoiło. Szybko zorientował się, co stało się z jego prawami - stracił je w całości. Nie miał i nie ma żadnego papieru potwierdzającego to, co prezentowała mu RUMMU, dlatego nie może złożyć pozwu w sądzie i odzyskać swojego przedsiębiorstwa. Zadeklarował jednak do swoich adoratorów, albowiem jego kariera nie zakończy się w ten sposób i stworzy nową spółkę działającą na tej samej zasadzie, możliwe nawet, że taniej od wcześniejszej produkcji. Wróci na rynek, choćby nie wiem co. Przeprowadziliśmy w tym celu wywiad z ową osobistością, czyli Michaelem Dominickiem Provenzano w całej okazałości, by dowiedzieć się dla naszych czytelników więcej informacji na temat początków jego kolejnego wytworu. Zadaliśmy mu kilka ciężkich i ciekawych pytań skupiających się na wyżej opisanym temacie. Tak czy inaczej, oto rezultaty naszych rozmów. Feliks.: Czołem, Redaktor Specjalista Redakcji Prasowej K69-News z tej strony. Czy mógłbym zadać Ci parę pytań nt. Twojej wcześniejszej firmy - FleischBerg? Michael Dominick Provenzano: Oczywiście, proszę śmiało pytać. Feliks.: Powiedz szczerze do naszych odbiorców, czemu zaufałeś RUMMU? Michael Dominick Provenzano: Wierzyłem, że są na świecie dobrzy ludzie z serca. Tacy, którzy nie oczekują niczego w zamian za ich pomoc, jednak no cóż... Wygląda na to, że się myliłem, a oni moją naiwność wykorzystali. Czuję się, jak pusty kufel od piwa - najlepszego we mnie brak. Feliks.: Co za poezja, przejdźmy dalej. Znajdujemy się aktualnie w Twoim byłym lokalu w Palomino Creek, skąd wziął się pomysł, na rozpoczęcie w tym miejscu swojego wcześniejszego interesu? Michael Dominick Provenzano: Urodziłem się w Palomino Creek, więc wiążę z tym miejscem swoje wspomnienia, zarówno dobre, jak i złe. Chciałem wyzerować te złe i dodać pięć groszy od siebie dla tego miasta rozpoczynając coś, co spodobało się wielu i co zmusiłoby innych do codziennego wysyłania mi próśb o powrót, w sytuacji zamknięcia lokalu. Coś, co przekazywałbym z pokolenia na pokolenie, swoim synom i wnukom. Coś, co miałoby stricte związek ze mną i coś, co sprawiłoby, że utkwiłbym w pamięci każdej rodziny z tego miasteczka. Poza tym, to moje rodzinne miasto, a co za tym idzie - mam tu znajomości. Jak dobrze pamiętam, kupiłem to miejsce za połowę ceny. Rozumiesz pan to? Połowę ceny! To również zaliczyłbym do solidnych powodów dlaczego, bo nie miałem wtedy za dużo pieniędzy. Można powiedzieć, że zaczynałem od zera. Jak usłyszałem, że przyjaciel będzie w stanie obniżyć aż o tyle cenę dla mnie, od razu zabrałem się do roboty napalony i wzruszony. Feliks.: Rozumiem, powiedz nam może, co planujesz zrobić w przyszłości? Na swoim Twitterze przekazałeś fanom, że wrócisz do biznesu jak najszybciej to możliwe. Masz jakieś plany czy może jesteś w fazie ich tworzenia? Michael Dominick Provenzano: Dogaduję się aktualnie ze swoim kumplem, który niedawno założył podobną działalność. Prawdopodobnie wsiądę na jego pokład w tej fantastycznej, "piwodajnej" przygodzie. Pomoc od kogoś, kto prowadził biznes na cały świat jest chyba wystarczająco dobra, dla nowicjusza jak Mariusz. W pewnym sensie ucieszył się, gdy zbankrutowałem, bo mogłem spędzić więcej czasu dla niego. Feliks.: Dobrze słyszeć, że nie zawiedziesz swoich adoratorów. Powiedz nam jeszcze na koniec, w jaki sposób chciałbyś pomóc Mariuszowi? Michael Dominick Provenzano: Doprowadzę jego firmę na szczyt. Mimo to, że RUMMU zajmuje się tą branżą od dawna i zjedli mnie w trakcie, na pewno wyrośniemy na tak wielki zakład, że niczym Pac-Man zjemy ich żywcem, a raczej wypijemy duszkiem. To wszystko zabierze nam trochę czasu, jednak jestem w stanie zainwestować to nielimitowany czas i pieniądze, by odpłacić RUMMU pięknym za nadobne, jak piwem za monety. Feliks.: Święte słowa, dziękuję za udzielenie tych odpowiedzi. Do zobaczenia. Michael Dominick Provenzano: To ja dziękuję, inni będą mogli dowiedzieć się, jak bestialska jest RUMMU. Do widzenia. Jak widać, Michael sam zauważył błąd, który popełnił - brak dokumentu i swoją naiwność. Wierzymy jednak w jego kolejny sukces, tym razem u boku z jego znajomym. Pomogą sobie na wzajem i nie wpadną drugi raz na taki pomysł. Dodam na koniec jedno - pije się tylko na dwa sposoby: z umiarem albo do upadłego. Nigdy pomiędzy. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor Specjalista @Feliks. Podziękowania za pomoc w zdjęciach: @Adelgrim
  5. Handel ludźmi do burdelu W dniu 23 czerwca 2019 roku, rzecznik prasowy Głównej Komendy Policji w Las Venturas wraz z przedstawicielem kryminalistyki owego posterunku, przedstawili swój komentarz dotyczący raportu w sprawie rzekomego handlu ludźmi do klubu nocnego w Bone Country naprzeciwko Las Venturas. "Rzecznik prasowy przedstawił swój punkt widzenia na ten temat, jednak zrobił to poza służbą. Czyżby próbował uniknąć jakieś kary? Przecież to niedorzeczne - życie prywatne i służbowe powiela się z jego życiem publicznym." - mówią niektórzy internauci pod jednym z artykułów innej redakcji. I to w rzeczywistości jest racja, niemożliwe jest, by robił coś poza służbowo, co nie miałoby wpływu na jego karierę w policji. Co jednak powiedział, co tak przykuło uwagę innych odbiorców? Otóż mowa tu o tym, że nie wierzy on w to, że właściciel lokalu mógł coś takiego wymyślić samemu. Według jego opinii współpracował on z innymi podejrzanymi, których nie uchwyciły kamery miejskie z tamtego terytorium. Może to być racja, jednak takiej tezy nie może w żaden sposób na dzisiejszą chwilę potwierdzić. Co jednak może potwierdzić to to, że aresztowanych zostało tylko dwóch mężczyzn: kierowca ciężarówki z ofiarami owej zbrodni oraz sam właściciel - Garry Wooden. Ten 34-latek nie cieszył się z życia i swojego interesu na tyle, że postanowił trochę ruszyć w tę nielegalną stronę. Jak jednak widać, nie wyszło mu to za dobrze i odbija się to na nim dość bardzo. Prawdopodobnie trafi on do więzienia na więcej, niż osoba, która kierowała całą ciężarówką i przewoziła "towar". Nie znalezieni zostali jednak sami twórcy całego pomysłu, o których mówi rzecznik prasowy - Jerry Rock. Garry Wooden i anonimowy mężczyzna prowadzący samochód byli partnerami w tym interesie przez ponad 30 lat, bo taką właśnie liczbę sugeruje Jerry Rock. Garry wykorzystywał seksualnie wykupione przez niego dziewczyny. Gwałcił je, bił, jeśli mu na to nie pozwalały. Krótko mówiąc, w okropny sposób traktował osoby, które pozyskał w tak okropny dla wszystkich sposób. Jego przyjaciel, który wiedział o całym interesie i był tym kierowcą - również wykorzystywał seksualnie i napastował kobiety. Jednak on postanowił to robić u kobiet, które były już na skraju swojego istnienia, najczęściej kończąc w ten sposób ich żywot, o czym do dnia stawienia w sądzie "nie miał pojęcia", jak sam mówi. Za swoje czyny zapłacą odsiadką w więzieniu. Nic nie przywróci jednak życia osobom, które były na tyle wykorzystywane w owym burdelu, że to życie straciły. Właściciel zaś ich zwłok pozbywał się w ten sam sposób, w który pozyskiwał osoby jeszcze żywe, ale ledwo oddychające. Garremu, według złamanych przez niego artykułów: 189a, 217, 217a, 197, 198, 199 oraz 202 i 203, grozi 25 lat pozbawienia wolności. Sąd zastanawia się również nad dożywociem. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  6. Kasyno w Palomino Creek traci na popularności Kasyno w Palomino Creek traci na popularności ze względu na stworzenie się w jego obrębie nowego, lepszego i wzbudzającego większe zainteresowanie wśród graczy kasyna w Las Venturas, który swoimi nagrodami kusi ich do grania, aż faktycznie coś wygrają. Ten lokal swoją największą popularność zyskał nie ze względu na przestrzeń w środku czy mnóstwo sal imprezowych, ale przez to, że jego wielkość przeszkadza w pilotażu samolotami, a nawet helikopterami. Praktycznie codziennie w wiadomościach usłyszeć można o tym, że ktoś się o nie rozbił. Czy to jednak na tyle celne stwierdzenie? Postanowiliśmy sprawdzić na własną rękę, w których latach kasyno było najbardziej popularne i przyciągało największą liczbę mieszkańców. Z naszych trudnych matematycznych obliczeń oraz godzin spędzonych w bibliotece w tymże mieście, jakim jest Palomino Creek, wywnioskowaliśmy, iż popularne było one w latach '80 i '90 poprzedniego wieku, gdy wystartowało jako jedno z pierwszych miejsc o takiego typu rozrywce. Nie tylko to jednak wzbudziło tyle łez w oczach przegranych hazardzistów, bo właściciele kasyna nie stawiali na szczęście użytkowników ich przestrzeni, ale na pazerności i głupocie ludzkiej. Wystawiali oni ciekawe i interesujące wszystkich w tamtych czasach auta na wygraną, by zachęcić nowych do grania, a starych utrzymać na krześle przy krupierze. Casino z Palomino Creek słynie też ze swojej wielkości, co uwzględniliśmy powyżej. To jednak nie wszystko, bo koło niego zobaczyć można wielkiego pana w białym garniturze i czarnym kapeluszu, przypominającego mieszkańca bardziej Teksasu niż polskiego obszaru farm lub wiosek. I to właśnie był strzał w dziesiątkę, bo co się okazało - założycielem całego przedsięwzięcia był niejaki Bill Courton, który pochodził właśnie ze Stanów Zjednoczonych, stanu Teksas. Jego życie nie było za długie, gdyż przedawkował on ilość leków na jego serce. Zmarł w 1987 roku w swojej rezydencji niedaleko swojego przedsiębiorstwa w mieście Palomino Creek, pozostawiając szefostwo, rachunki, kredyty i długi jego wspólnikowi - Joseph'owi Russo. Ten jednak wykazał się niezwykłym talentem logistycznym i matematycznym, bo zdołał wyjść z długów swojego zmarłego znajomego i spłacić kredyty, które zapożyczył w bankach pozostawiając sobie czyste konto na świetlany interes, jakim było właśnie kasyno. W tamtych czasach nie musiał nawet powoływać się na tyle sztuczek marketingowych, ile robi to w dzisiejszych dniach kasyno w Las Venturas, bo inne w okolicy nie istniały. Wszyscy byli zainteresowani wygraną, jednak praktycznie wygrały główną nagrodę tylko 3 osoby, wszystkie z pochodzenie nie były Polakami/Polkami. Przyjechali oni do naszego kraju zabawić się, ale przy okazji, jak z resztą widać jest na dokumentach w bibliotece, wygrać jakieś auto czy dobrą sumę pieniędzy. Hazard jednak uzależnia i swój majątek przegrali w następnych latach, dzięki czemu ich dzieci dzisiaj mają do spłacenia niezłe sumy. Temu pokoleniu pozostaje tylko mocna wiara i nadzieja. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  7. Narkotyki w obrocie miasta Los Santos? W środę dnia 26 czerwca 2019 roku, policja opublikowała raport z działań przez nią prowadzonych dot. wyłapania eksporterów narkotyków drogą morską przez port Ocean Docks w Los Santos. Cała akcja miejsce miała w dniach od 23. do 25 czerwca 2019 roku, kiedy to eksport cały czas działał, jednak mają już na ogonie detektywów naszej policji. Na chwilę przenieśmy się w czasie do momentu, w którym nasze jednostki nie znalazły jeszcze oraz nie zidentyfikowały anonimowych dostawców heroiny, kokainy i marihuany do naszego kraju. Wtedy bowiem, bo w chwili ich szczytowania, zarobili ogromną sumę pieniędzy o łącznej wartości 29 miliardów euro, czyli około 116 miliardów polskich złotych. W przewozie ich towaru do naszego kraju pracowało aż 367 osób, z czego tylko 55 z nich stanęła na naszej polskiej ziemi! Te 30 z tych 55 osób transportowało wyroby na 10 pontonach po 3 osoby każdy (liczy się około 3 kg każdego produktu, tj. 3 kg kokainy, 3 kg marihuany, 3 kg heroiny na jeden ponton). Pozostała reszta zajmowała się już samą sprzedażą, a wcześniej odebraniem towaru od kierowców pontonów i ciężarówek. Kontener, z którego pontony odbierały swoje artykuły stał na morzu, jakieś 500 km od Ocean Docks ze względu na to, że podejrzanym byłoby, gdyby wpływał do niego aż 3 razy w miesiącu, bo to była właśnie norma wyrabiana przez nich. Nie mówiąc już o samych stworzonych przez nich fabrykantach, które łatwo wyczuć mogą czuwające w dokach psy i które są przede wszystkim nielegalne. Kokainę i heroinę łatwo jest odnaleźć wśród innych produktów ze względu na ich charakterystyczny wygląd i zapach, który wytropiony może zostać nie tylko przez zwykłe psy, ale również naszą polską policję. W sumie to mówi się, że nawet zwykły cywil, fanatyk tego typu dóbr, potrafi odszyfrować cukier od kokainy, itp. Nie trudno było o znalezienie i zidentyfikowanie hiszpańskich przestępców, gdyż nie nosili oni żadnych masek lub innego zabezpieczenia i zamiast kotwiczyć swoje pojazdy na terenach oddalonych od Ocean Docks, postanowili oni robić coś zupełnie przeciwnego. Pomyśleli, że zatrzymywanie na chwile swoich pojazdów przy pomniejszych, ale licznych pomostach owego portu będzie dobrym pomysłem. Nie przemyśleli jednak tego, iż wszystkie z nich monitorowane są przez ochronę doków. Gdy Ci po 3 miesiącach zauważyli co dzieje się na terenach wcześniej przez nich nieoglądanych, natychmiast zareagowali i wezwali policję. Nie było to jednak w porę, gdyż sprawcy zdarzenia zdążyli w spokoju wypakować wszystkie swoje wytwory, zapakować je do ciężarówek i popłynąć z powrotem do kontenera. Na ich nieszczęście, były to również ostatni w tym dniu ponton i ciężarówka, które miały opuścić szeregi ich magazynów. Detektywi rozstawili się na ten czas, o każdej porze każdego dnia właśnie w dokach w miejscu ich ostatniego cumowania. Następny towar przypłynąć miał 15 dni później, więc nasi funkcjonariusze musieli sobie trochę poczekać. Tutaj dochodzimy już do momentu złapaniu zbirów, którzy w większości okazali się być niepełnoletni. Jedynymi pracownikami, którzy zdołali zwiać z miejsca zdarzenia byli ci, którzy pracowali na kontenerowcu, czyli w sumie 312 osób pozostało bezkarnych. Złapanych zostało 55 sprawców, czyli tylko tych pracujących na naszym lądzie. Dwóch kierowców ciężarówek było Polakami, reszta była pochodzenia hiszpańskiego. Duża część, bo nie kierowcy, była jak wcześniej powiedzieliśmy, niepełnoletnia. 3 osoby mają nawet mniej niż 12 lat. Prawdopodobnie zostaną oni deportowani do Hiszpanii i tam osądzeni ich systemem sądowym po ukazaniu przez naszą stronę dowodów na ich nielegalny sposób zarabiania. Co więcej, podano w raporcie informację, iż przetrzymywany przez nich towar liczy się na 35 ton o łącznej sumie 55 milionów złotych. Metoda znalezienia pozostałych sprawców oraz odnalezienia fabryk, w których wyroby są produkowane pozostawiona już jest współpracy polskiej i hiszpańskiej kryminalistyki, która szukać będzie ich głównie na terenach Hiszpanii. Dwóm złapanym Polakom grozi, według artykułów z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, do 25 lat pozbawienia wolności. Ich rodziny, według raportu, są już poinformowane o zaistniałej sytuacji, jednak nie będzie możliwości wpłacenia za nich żadnej kaucji. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  8. Sprawca zbrodni 14-letniej Ani i 10-letniego Jasia Dzisiejszego poranka rzecznik prasowy policji Los Santos wraz z prezydentem miasta i reprezentantem wydziału kryminalistyki, powiadomili wszystkich wszech i wobec, że osobą poszukiwaną za zbrodnię na 14-letniej Ani i 10-letnim Jasiu okazał się ojciec dzieci. Jak powiedział już na nagrywanym przez policję przesłuchaniu, zrobił to, bo chciał się pozbyć dzieci. Zgadza się, mordercą opisanym przez nas w kilku artykułach - |K69-News| Porywacz z Flint County oraz |K69-News| Porwane dzieci z Angel Pine - jest sam ojciec. Przed kamerami zdawał się zgrywać takiego kochającego ojczulka, ale jak widać skrywał w sobie bestię. "Jestem zadowolony z pracy policji i chciałbym im podziękować za ich wyśmienitą robotę. Mam nadzieję, że będą to jeszcze kontynuować nie tylko przez ten rok, ale do końca istnienia tej instytucji państwowej." - pogratulował prezydent miasta. Sama zbrodnia właśnie pokazuje nam, jakim bestialskim potworem można być. Spowodować rany cielesne, zabić i schować zwłoki - to musiał wykonać Henryk K. na swoich dzieciach. "Nie zdziwiłbym się, gdyby był to ich ojciec. Przecież cały czas pił." - skomentował całą sprawę wcześniej jeden z mieszkańców Angel Pine. I to w rzeczywistości odzwierciedla postać Henryka. Jako zwykły rybak, który podczas sezonu nie złowił ani jednej ryby, popadł w depresję. Od tamtego czasu pije i to dużo. Starał się to ukrywać przed kamerami, ale i nasi reporterzy, i kamerzysta czuli od niego zapach alkoholu. Chcielibyśmy powtórzyć tę wiadomość do wszystkich czytających. Jeśli w Twoim domu zdarzają się problemy u rodziców - daj znać o sobie na infolinii. Nie chodzi tu oczywiście o zwykłe kłótnie, bo to nawet i w najlepszym małżeństwie się zdarza. Mowa tu o poważnym przestępstwie, jakim jest przemoc domowa. Jeśli zdarza się w Twoim domu, powtórzę jeszcze raz - daj o sobie znać. Nie musisz szukać numeru na niebieską linię, bo jest on praktycznie wszędzie. Po prostu daj sobie pomóc. Jak wspominaliśmy już w innym artykule z tej "serii", takie sytuacje domowe nie są rzadkie. Według badań, które tam przedstawiliśmy - co trzecia osoba, która czyta ten artykuł, doświadczyła lub doświadcza przemocy od strony swoich domowników. Warto porozmawiać o tym ze znajomymi, bo jak idzie łatwo wywnioskować, są to osoby niekiedy bardziej zaufane od rodziców czy pedagogów szkolnych. Może te właśnie osoby nakłonią Ciebie, jeśli doświadczasz owej przemocy, do skonsultowania się z innymi. Na koniec dodamy, że w wyniku sekcji zwłok młodziaków wyszło na jaw, iż zabito ich ze szczególnym okrucieństwem. Ciął dzieci w pobliskim do Back o Beyond domku. Henrykowi K. grozi do 25. lat pozbawienia wolności, nie wyjdzie po minimum 12. latach. Jego żona, Julia K. jest przesłuchiwana przez prokuraturę w celu wyjaśnienia, czy miała coś wspólnego ze zbrodnią. Jeśli dojdzie do tego, że jej mąż nakłaniał ją do zbrodni, do jego wyroku wpadnie więcej lat. Podsumowując - nie każdy powinien być rodzicem. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor Specjalista @Feliks.
  9. co to za zdj. w ogóle? przecież jest logo nadawania radia. naprawdę, smutne
  10. 14-letnia Ania oraz 10-letni Jasiek znalezieni - martwi. Dzisiejszego południa rozwiązała się sytuacja, którą przedstawialiśmy w innym artykule bardziej obszernie - |K69-News| Porywacz z Flint County. Rzecznik prasowy KGP wraz z prezydentem miasta Los Santos musieli dzisiaj wystąpić do publiczności z niezbyt miłymi wiadomościami. Szczególnie, że wcześniej musieli je przekazać twarzą w twarz rodzicom. Od 12. czerwca, czyli momentu zaginięcia dzieci, policja nie poddawała się w poszukiwaniach. Nie wykluczali oni jednak najgorszego, dlatego wezwano nurków policyjnych, którzy przeszukiwali pobliskie zbiorniki wodne. Podczas któregoś dnia z kolei, musieli przerwać szukanie dzieci, bo ich oczom ukazały się zawinięte w czarne, foliowe worki ciała dzieci - 14-letniej Ani i 10-letniego Jaśka. Niektórzy mieszkańcy kończyli całą sytuację w dość dziwny sposób. "On też powinien tak skończyć. Może bardziej legalną drogą, np. przez sąd. Szkoda, że w naszym kraju nie jest dopuszczalny taki wymiar kary." - komentowali mieszkańcy Angel Pine. Polska jest aktualnie krajem członkowskim Unii Europejskiej, NATO oraz ONZ, co uniemożliwia jej wprowadzenie czy kontynuowanie wcześniejszego prawa odnośnie kary śmierci. Gdy 21. kwietnia 1988 roku przeprowadzono w Rzeczypospolitej ostatnią karę śmierci, zaczęto zastanawiać się nad jej zniesieniem. W szczególności dlatego, że komunistyczne władze strasznie uwielbiały wymierzać ten typ kary na wszystkie niepasujące im postacie. Jedną z ofiar takich wyroków był gen. Nil, który zmarł za sprawą sfałszowanego wyroku, przesłuchania i całej rozprawy sądowej prowadzonej przez Sędzie Wojewódzkiego, Marię Gurowską. Ona jednak zdołała nie dostać podobnej kary. Policja umieściła w sieci szkic sprawcy. Możliwe, że w najbliższym czasie uda się im go złapać. Teraz jednak nie wiadomo gdzie i jak przebywa. "Jego mieszkanie nie było odwiedzane od kilku tygodni." - opowiada komendant policji po sporządzonym przez detektywów raporcie. "Staramy się nadal obserwować jego dom z nadzieją, że do niego wróci lub odda się w imię sprawiedliwości z uniesionymi do góry rękoma. Na chwilę obecną nie wierzymy, że to może się stać." - po chwili dodaje. Dziadkowie dzieci nie mogą uwierzyć i nie chcą więcej słuchać o śmierci ich wnuczków. Już teraz zawiedzeni są tym, że ich dzieci były tak źle przez nich wychowane, że pozostawiły na pastwę losu swoje dzieci! "To podłe, jak można tak traktować tak małe istoty, prawie noworodki. One były nieświadome! Nieświadome! To potwór, a nie człowiek." - komentuje babcia. Jej mąż nie chciał udzielić nam swojego komentarza. Wstydzi się swoim synem. Policja w pierwszej kolejności o śmierci młodych poinformowała swojego przełożonego, który z kolei poinformował prezydenta i rzecznika, którzy poinformowali rodziców zmarłych. Zadośćuczynienia, odszkodowania czy jakichkolwiek innych pieniędzy od państwa lub miasta nie otrzymają ze względu na to, że nie potrafi przypilnować swoich dzieci. Szczególnie, że stracili do nich prawa wyrokiem sądu. Detektywi z działu kryminalistyki nie zaprzestali na przeszukiwaniu morza, bo sprawdzają również do kogo należy auto. Wyniki badań zostaną dostarczone wkrótce. "Jak można być takim idiotom i zostawić odciski palców na kierownicy, skoro planujesz taką zbrodnię doskonałą." - powiedział jeden z detektywów na miejscu zdarzenia. Zobaczymy, kto był sprawcą. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  11. Śmierć 15-latka ustawiona? Władze odpowiadają. Kilka dni po śmierci 15-letniego chłopaka z Bayside Marina, media zaczynają komentować całą sytuację jako, uwaga, fałszywą i wymyśloną. "To jest niemożliwe, żeby w tych wodach pływały meduzy! Jeśli jednak faktycznie tak było, to gdzie podziała się meduza, która uśmierciła swoją mocą chłopca, huh?" - komentuje Jarek Kura, prezes partii politycznej Władza i Porządek, która przegrała wybory w San Fierro. Po tak krótkim okresie od śmierci Stephena Smithy'ego, którego los opisaliśmy już w jednym z artykułów - |K69-News| Śmierć 15-latka w Bayside Marina, ktoś ma czelność uznawać ją za oszukaną i denną! "Jak można w to wierzyć! To był mój syn! Mój syn!" - wykrzykuje zapłakana matka, Józefina Smithy. "Czy jest na świecie osoba, która nie ma serca? Znacie kogoś takiego? Bo wygląda na to, że po przeczytaniu i/lub wysłuchaniu słów Jarka Kury jednak przychodzi jedna osoba na myśl." - dopowiada prezydent San Fierro. "Po wydaniu rodzinie Smithy'ów tej skromnej ilości pieniędzy myślałem, że sprawa ucichnie, a państwo Józefina i Henryk Smithy'owie będą mogli w spokoju żyć, daleko od wszystkich tych artykułów, nagłówków, które mogą im przypomnieć o śmierci ich syna. Myliłem się jednak, skoro ta jedna osoba i jego partia próbują w tak okrutny sposób pokazać, że nie mają serca. Brak im empatii do ludzi lub jakiegokolwiek innego współczucia. Nikt nie potrafi tak bardzo zaszkodzić swoją obecnością jak oni. Mówię to teraz głośno i wyraźnie - nie macie zbliżać się do tej rodziny nawet o krok, bo uznam to za łamanie prawa do wolności." - dodaje. Smithy'owie, jak zdążyli się pochwalić, wyprowadzili się, by zacząć swoje życie od nowa. "Jeśli on ma czelność traktować mnie w ten sposób i wygadywać te "głupoty", jak sam nazywał moje słowa, to jestem zmuszony to powiedzieć. To Ty nie miałeś serca, duszy czy uczucia wsparcia dla innych rodzin w sierocińcu, skoro odciąłeś im na kilka dni zasilanie." - skomentował słowa prezydenta prezes. "To mi to udowodnij." - krótko odpowiada głowa miasta San Fierro. "Bo ja, w przeciwieństwie do Ciebie, mogę to zrobić [tzn. udowodnić]. Podobnie jak miliony innych mieszkańców San Andreas." - dopowiada. Mniej więcej w ten sposób przedstawiała się dyskusja dwóch dżentelmenów-polityków. Historia nabiera jednak barw w momencie, w którym dowiadujemy się, że nastolatek nie posiada jeszcze swojego nagrobka na cmentarzu, czego p. Kura używa jako argumentu w swojej sprawie. Według mieszkańców miasta Bayside Marina, San Fierro i rodziców zmarłego jest jednak inaczej - zmarł on na tyle niedawno temu, że pogrzeb jest dopiero szykowany. "Z funduszy uzyskanych od burmistrza, a właściwie ich połowy, postanowiliśmy urządzić godny dla naszego syna pogrzeb. Nie dziwię się zakładowi pogrzebowemu, że tak długo to trwa, skoro daliśmy im na to wolną rękę. Oni mają ustalić jak wyglądać będzie poczęstunek po pogrzebie, sam pogrzeb czy dekoracje." - opowiada ojciec 15-latka. "Dla mnie Stephen był, jest i będzie moim wnukiem. Nie ważne gdzie aktualnie przebywa, chociaż na pewno w lepszym niż to miejscu." - wcisnęła się do wypowiedzi babcia wnuczka. Dziadek zmarł jakiś czas przed swoim wnukiem, dlatego nie udzieli nam swojego komentarza. "Będzie żył w niebiosach wraz z Andrzejem, moim mężem." - uzupełnia babcia. Pogrzeb będzie tylko dla najbliższych i przyjaciół rodziny. Wejść na niego będą więc mogły tylko osoby ściśle związane ze Stephenem, jak i jego wcześniejsi znajomi. Kąpieliska, w których kąpał się młodzieniec nadal są zamknięte. Nie można tam wejść, a tym bardziej odbyć jakiejkolwiek kąpieli czy "wodnej podróży". Główny Inspektorat Sanitarny ostrzega jeszcze raz, po całym zamieszaniu w strefie polityki SA, że do tych obszarów nie można się zbliżać. Niech nie powtórzy się sytuacja, która miała miejsce z biednym dzieckiem. "Jeśli chcecie umrzeć godnie omijajcie te tereny. Oczywiście nie wspominamy tu w żadnym wypadku, że śmierć dziecka nie była godna. To tylko przestroga dla głupich, którzy tym razem będą wiedzieli co na nich czeka, ale i tak będą chcieli spróbować tego "na własnej skórze"." - wplata w całą dyskusję ponownie Jacek Glizda na stronie GIS-u. Nasza redakcja pozostawia pusty komentarz po kłótni, którą wywołał p. Kura. Skoro potrafi on na tyle dobrze komentować sytuację z daleko, to ciekawe, co powiedziałby jako ojciec zmarłego lub lekarz, którzy obecni byli podczas śmierci dziecka w szpitalu. Jesteśmy prawie pewni, że zabrakło by mu słów do swoich głupich i dziecięcych komentarzy. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  12. Jack Hepburn - wcześniej ganster, teraz mechanik samochodowy Imię jego było znane w latach '78-'84 jako "seryjnego mordercy", jednak po swojej zmianie prowadzi dzisiaj normalne życie wśród nas. Jak to się stało? Co go do tego namówiło, co zmieniło? Czy został złapany i spotkała go kara? Odpowiedzi na poniższe pytania znajdziecie przede wszystkim w raporcie wypuszczonym przez Instytut Badań Społecznych Los Santos, który w tym artykule postaramy się dla Was skrócić i bardziej przybliżyć historię "legendarnej" osobistości pana Hepburn'a. Jack Hepburn to aktualnie kochający mąż i wspaniały ojciec dwojga dzieci, mieszkający w El Corona w Los Santos. To osoba, która z początku zupełnie nie wydaje się być w żaden sposób dziwna bądź nienormalna, ale jak przychodzi już co do rzeczy i dowiadujesz się o niej za dużo, opinia na jej temat zmienia się ekstremalnie szybko. Jak dowiadujemy się z dokumentu sporządzonego przez Instytut Badań Społecznych z Los Santos, był on w swoim wcześniejszym życiu "seryjnym mordercą". Ma on na koncie wiele zbrodni, jednak nie tylko morderstwa, dokonywał również takich przestępstw, o których dzisiaj nie mówi się zbyt przychylnie. Jack H. przebywał w więzieniu za popełnione czyny aż 25 lat, czyli dosłownie jedną karę przed dożywociem i dwie przed karą śmierci. Został ukarany przez Sąd Okręgowy w Los Santos. Pewnie chcielibyście usłyszeć dobrą historię, że w 1985 roku, gdy wyszedł, powrócił do swojej ukochanej, która codziennie go odwiedzała. Jednak niestety tak nie było, bo jego długodystansowe małżeństwo oddzielone żelaznymi kratami rozpadło się zaraz po tym, jak do owego więzienia trafił. Krótko po tym, gdy został zwolniony po 15 latach za dobre sprawowanie, przyrzekł sobie, że już nigdy nie popełni podobnego błędu życiowego, że już nigdy nie stanie się taką osobą, jak wcześniej i zdobędzie nową miłość. Już podczas rozprawy sądowej Jack pokazywał skruchę wobec tego, czego dokonał. Sędzia Jake Murray, po przeprowadzonej z psychologiem Jack'a rozmowie, uznał jego karę za rehabilitację za swoje czyny i dał mu możliwość wrócenia do normalnego społeczeństwa. Innymi słowy, wrzucił go do więzienia na 25 lat z możliwym odwołaniem się od kary lub wyjściem za dobre sprawowanie. Czy pan Murray dobrze postąpił? Cóż, po wydaniu kary społeczeństwo obrzuciło go zgniłymi pomidorami i porównało do zbrodniarza, którego sądził. Widać jednak poprawę u Jack'a, który po rozpoczęciu nowego życia zachowuje się już jak zwykły, pracujący legalnie, człowiek. Jednak jak to wszystko się zaczęło? Otóż Pan Hepburn przechodził przez ciężkie dzieciństwo w Las Colinas. Patologiczna sytuacja w domu, mianowicie pijący niemożliwe ilości alkoholu ojciec i niekochająca matka, po źle spędzonej razem nocy, traktowali swojego syna jako wyrzutka. Gdy tylko skarżył się na podobną sytuację w szkolę, rodzice wyśmiewali go i nie dali dojść do słowa. Postanowił więc zainterweniować w inny sposób, poszedł ze swoim zgłoszeniem na policję. Jednak nie pomyślał wtedy o swoim "domowym" obszarze, a o publicznym - o rówieśnikach w klasie. Gdy pojawił się na komendzie, policjantka wysłuchała jego próśb i poprosiła o przyjście z rodzicem. Szybko udał się po swoją matkę, która pod przymusem prawa udała się za nim. Młodzieniec zwierzył się policji, która po wysłuchaniu zeznań wszczęła dochodzenie, jednak bez dalszych kroków. Wszyscy opisani przez niego "młodzi napastnicy" pozostali nietknięci. To nie wszystko! Zaraz po wyjściu z komendy i wejściu do auta, jego własna mama powiedziała mu prosto w twarz, że jest żałosnym, beczącym g*wniarzem. Młody Jack nie mógł przeżyć więcej takich cierpień i uciekł z domu. Na szczęście, jeśli można tak powiedzieć o historii wcześniejszego zbrodniarza, znalazł nowy dom u swoich zaufanych znajomych. Po akcji z policją stracił zaufanie u większego grona i starał nie wychylać się z szarego szeregu swoich przyjaciół. Jednego dnia postanowił sobie, że zdobędzie większą aprobatę wśród swoich znajomych i dokona czegoś wielkiego. W tym celu obserwował i analizował ich zachowania. Zauważył, jak jego kolegów "podnieca" bawienie się ogniem, czyli piromania. Następnego dnia po dowiedzeniu się wcześniej opisanych "fetyszów" przyjaciół - dokonał pierwszej zbrodni. "Na pokaz" podpalił jeden z pobliskich budynków społecznych, co spodobało się gronu jego kolegów. Kamer miejskich nie było, więc to przestępstwo uszło mu na sucho. Nie skończyło się jednak na tym. Przez swoją gangsterską karierę, przechodząc po trupach do swojego największego celu, stał się szefem wszystkich szefów. Dowodził swoimi najlepszymi ludźmi. Kradł, zabijał, gwałcił i wiele więcej. Jego listę zbrodni, tzn. listę artykułów, które złamał, sędzia czytał podczas rozprawy po jego złapaniu przez 30 minut. Może sędzia szybko mówił, a może Hepburn nie miał aż tak zanieczyszczonej karty. Przez całe swoje życie, jak przyznaje sam z ręką na sercu, dokonał tylko jednego morderstwa. Na znajomym, który złamał jedną z ważniejszych reguł jego "gangu". Według niej, czekała go za to śmierć z rąk samego lidera. Tak też się stało. Jak doszło do jego zatrzymania? Jack od dłuższego czasu zastanawiał się nad tym, co zrobił, żeby dostać się w miejsce, na którym był. Przechodził przez wiele kryzysów życiowych, od swojego domu, do momentu, gdy został przewodniczącym praktycznie wszystkich struktur gangowych na swoim terenie. Rozpoczynał, jak sam mówił, myśli filozoficzne, których nigdy nie mógł w żaden sposób dokończyć ani odpowiedzieć. Gdy przyszło mu zabić kogoś po swojej pierwszej ofierze, ostatecznie rezygnował i żeby nie stracić respektu u innych, powierzał swoją robotę innym, najbliższym jemu współpracownikom. Już wtedy poczuwał się odpowiedzialny za to, co zrobił. Nie mógł sobie wybaczyć i obwiniał, że przez niego rodzice tracili swojego młodego syna, gdy on sam mógłby tak naprawdę bardziej mu pomóc, niż zaszkodzić. W tych czasach nie korzystał jednak ze swoich prawdziwych możliwości i szybko tłumił takie myśli, dochodząc do wniosku, że to nie może być prawdą i na pewno on w ten sposób nie żyje. Jego męczarnie były jednak prawdziwe przez cały czas, z czego on połowicznie nie zdawał sobie sprawy. W pewnych momentach zaczął mieć myśli samobójcze i powoli dochodziła do niego depresja. Gdy 28 lipca 1984 roku, wyspecjalizowane jednostki BOA stanęły przed jego drzwiami, on w głębi siebie wiedział już, co się stanie. Spędzał swoje noce ze swoją drugą w życiu dziewczyną, której kazał schować się w sypialni, gdy on obrócony od swoich drzwi głównych uklęknął i położył swoje ręce na skroni. Jednostki szybko zauważyły, że nie kwestionuje rozkazów funkcjonariuszy i nie przeszkadza w ich interwencji. Aresztowały go i zabrały składającą się z 3 pojazdów opancerzonych kolumną do aresztu śledczego, gdzie do momentu wypowiedzenia przez sąd wyroku, spędzał swoje dnie. Koniec końców Jack prowadzi teraz życie, z którego faktycznie jest zadowolony. Podjął współpracę z organizacjami charytatywnymi i pomaga byłym gangsterom wyjść ze swoich do niczego nieprowadzących załamań i ustabilizować się w życiu. Jak wspomnieliśmy, ma on dwójkę dzieci - Adama i Henryka. Kilka miesięcy po wyjściu z "paki" znalazł i ożenił się z Polką, stąd takie pomysły na imiona dla dzieci. Życzymy mu tylko dalszych sukcesów. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  13. Chyba "gimnazja", a nie "gimnazjum", bo jedyne gimnazjum w Polsce na pewno nie powstało ;/
  14. Restauracja Hobos - nie taka nieprawdziwa, jak się wydaje? Dzisiaj nasza redakcja wybrała sobie za zadanie przedstawić Wam jedną z mniej znanych restauracji w grze Grand Theft Auto: San Andreas, mianowicie tą znajdującą się w Vinewood, Los Santos - Hobos. Poniżej przedstawiamy zdjęcie owego lokalu, żeby łatwiej było Wam, drodzy czytelnicy, zrozumieć o jaki nam chodzi. Nie każdy musi być obeznany w tej grze, bo nie jest to przymus. Restauracja Hobos jest odzwierciedleniem restauracji Carney's znajdującej się w realnym świecie w West Hollywood, Kalifornii. Ta prawdziwa zbudowana jest z dwóch starych, ale odnowionych wagonów pasażerskich. Zarówno ich drzwi, jak i okna pozostały niezmienione, ale przerobione na dobre wejście, ozdobę a przede wszystkim znak towarowy lokalu. W tym miejscu je wiele sławnych ludzi, odwiedzane jest przez turystów podczas ich wycieczek - i to wszystko tylko dlatego, że jest to miejsce strasznie klimatyczne i wciągające. "To zwykła restauracja burgerowa, fast food" - ktoś mógłby z Was powiedzieć, ale nie! Sam "budynek", jeśli można go tak nazwać, został założony w 1975 roku przez John Wolfe ze swoją żoną - Pat Wolfe. Jednak to nie wszystko, najbardziej wciągające rzeczy do konsumpcji, którą posiada ta jadłodajnia to ich sławne hamburgery i hot-dogi uwiecznione w radiowym spocie reklamowym z 1975, czyli roku założenia. Cały spot przedstawiamy poniżej, żeby wszyscy mogli się z nim zapoznać. Niestety, jest tylko w języku angielskim. "John Wolfe, który był ulubionym dyrektorem radiowym przez wiele lat, jest właścicielem Carney's! I jest człowiekiem, który nie ważne za co się zabierze w swoim życiu, za każdym razem zrobi to jak najlepiej się da." - opowiada jeden z mężczyzn przedstawionych w filmie. Więc czemu by nie spróbować, skoro ich jedzenie jest tak dobre, że aż rozpływa się w ustach? Jeden z laureatów nagrody Pulitzera za krytykę, Johnathan Gold, wpisał tę knajpę na swoją listę 99-ciu najlepszych i niezbędnych do odwiedzenia. Carney's w swoim menu przedstawia nie tylko pyszne i uzależniające burgery i hot-dogi, ale również wrapy, niesamowite smakowo desery, różnego rodzaju napoje czy frytki. Ta gospoda nie została przedstawiona tylko i wyłącznie w grze, którą wszyscy uwielbiamy i gramy na potrzeby pylife.pl, ale również chociażby w jej nowszej odsłonie - GTA V lub Midnight Club: Los Angeles. Jak widać, podoba się nie tylko krytykom i klientom, ale również deweloperom gier. W świecie naszej gry nie jest ona przedstawiona jednak za dobrze, ma zwykłe i niczym nie wyróżniające się menu z jakimiś normalnymi hamburgerami z frytkami czy innymi powiększonymi zestawami. Pozostawić ten artykuł można z jednym wnioskiem - nie wolno wierzyć obrazowi, który przedstawia daną rzecz w grze, bo nie zawsze są prawdziwe! Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
×
×
  • Create New...