Jump to content

Feliks.

Player
  • Content Count

    102
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

75 Świetny Gość!

About Feliks.

  • Rank
    Ken Rosenberg
  • Birthday 12/15/2002

Komunikatory

  • Steam
    http://steamcommunity.com/id/feliksx/

Informacje ogólne

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Localization
    Polska, Pomorze.
  • Zainteresowania
    Właściwie moim hobby ostatnio jest ogrywanie gier klasycznych, starych. Przykładowo: GTA:SA, które ostatnio ponownie skończyłem, Fallout wersja pierwsza, Tomb Raider czy Mario. Oprócz tego pomagam w domu i interesuję się prawem i humanistyką, choć chciałbym iść w kierunku humanistyka, rodzina narzuca mi podążanie drogą prawnika i kształtowanie się w niej.

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. 14-letnia Ania oraz 10-letni Jasiek znalezieni - martwi. Dzisiejszego południa rozwiązała się sytuacja, którą przedstawialiśmy w innym artykule bardziej obszernie - |K69-News| Porywacz z Flint County. Rzecznik prasowy KGP wraz z prezydentem miasta Los Santos musieli dzisiaj wystąpić do publiczności z niezbyt miłymi wiadomościami. Szczególnie, że wcześniej musieli je przekazać twarzą w twarz rodzicom. Od 12. czerwca, czyli momentu zaginięcia dzieci, policja nie poddawała się w poszukiwaniach. Nie wykluczali oni jednak najgorszego, dlatego wezwano nurków policyjnych, którzy przeszukiwali pobliskie zbiorniki wodne. Podczas któregoś dnia z kolei, musieli przerwać szukanie dzieci, bo ich oczom ukazały się zawinięte w czarne, foliowe worki ciała dzieci - 14-letniej Ani i 10-letniego Jaśka. Niektórzy mieszkańcy kończyli całą sytuację w dość dziwny sposób. "On też powinien tak skończyć. Może bardziej legalną drogą, np. przez sąd. Szkoda, że w naszym kraju nie jest dopuszczalny taki wymiar kary." - komentowali mieszkańcy Angel Pine. Polska jest aktualnie krajem członkowskim Unii Europejskiej, NATO oraz ONZ, co uniemożliwia jej wprowadzenie czy kontynuowanie wcześniejszego prawa odnośnie kary śmierci. Gdy 21. kwietnia 1988 roku przeprowadzono w Rzeczypospolitej ostatnią karę śmierci, zaczęto zastanawiać się nad jej zniesieniem. W szczególności dlatego, że komunistyczne władze strasznie uwielbiały wymierzać ten typ kary na wszystkie niepasujące im postacie. Jedną z ofiar takich wyroków był gen. Nil, który zmarł za sprawą sfałszowanego wyroku, przesłuchania i całej rozprawy sądowej prowadzonej przez Sędzie Wojewódzkiego, Marię Gurowską. Ona jednak zdołała nie dostać podobnej kary. Policja umieściła w sieci szkic sprawcy. Możliwe, że w najbliższym czasie uda się im go złapać. Teraz jednak nie wiadomo gdzie i jak przebywa. "Jego mieszkanie nie było odwiedzane od kilku tygodni." - opowiada komendant policji po sporządzonym przez detektywów raporcie. "Staramy się nadal obserwować jego dom z nadzieją, że do niego wróci lub odda się w imię sprawiedliwości z uniesionymi do góry rękoma. Na chwilę obecną nie wierzymy, że to może się stać." - po chwili dodaje. Dziadkowie dzieci nie mogą uwierzyć i nie chcą więcej słuchać o śmierci ich wnuczków. Już teraz zawiedzeni są tym, że ich dzieci były tak źle przez nich wychowane, że pozostawiły na pastwę losu swoje dzieci! "To podłe, jak można tak traktować tak małe istoty, prawie noworodki. One były nieświadome! Nieświadome! To potwór, a nie człowiek." - komentuje babcia. Jej mąż nie chciał udzielić nam swojego komentarza. Wstydzi się swoim synem. Policja w pierwszej kolejności o śmierci młodych poinformowała swojego przełożonego, który z kolei poinformował prezydenta i rzecznika, którzy poinformowali rodziców zmarłych. Zadośćuczynienia, odszkodowania czy jakichkolwiek innych pieniędzy od państwa lub miasta nie otrzymają ze względu na to, że nie potrafi przypilnować swoich dzieci. Szczególnie, że stracili do nich prawa wyrokiem sądu. Detektywi z działu kryminalistyki nie zaprzestali na przeszukiwaniu morza, bo sprawdzają również do kogo należy auto. Wyniki badań zostaną dostarczone wkrótce. "Jak można być takim idiotom i zostawić odciski palców na kierownicy, skoro planujesz taką zbrodnię doskonałą." - powiedział jeden z detektywów na miejscu zdarzenia. Zobaczymy, kto był sprawcą. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  2. Śmierć 15-latka ustawiona? Władze odpowiadają. Kilka dni po śmierci 15-letniego chłopaka z Bayside Marina, media zaczynają komentować całą sytuację jako, uwaga, fałszywą i wymyśloną. "To jest niemożliwe, żeby w tych wodach pływały meduzy! Jeśli jednak faktycznie tak było, to gdzie podziała się meduza, która uśmierciła swoją mocą chłopca, huh?" - komentuje Jarek Kura, prezes partii politycznej Władza i Porządek, która przegrała wybory w San Fierro. Po tak krótkim okresie od śmierci Stephena Smithy'ego, którego los opisaliśmy już w jednym z artykułów - |K69-News| Śmierć 15-latka w Bayside Marina, ktoś ma czelność uznawać ją za oszukaną i denną! "Jak można w to wierzyć! To był mój syn! Mój syn!" - wykrzykuje zapłakana matka, Józefina Smithy. "Czy jest na świecie osoba, która nie ma serca? Znacie kogoś takiego? Bo wygląda na to, że po przeczytaniu i/lub wysłuchaniu słów Jarka Kury jednak przychodzi jedna osoba na myśl." - dopowiada prezydent San Fierro. "Po wydaniu rodzinie Smithy'ów tej skromnej ilości pieniędzy myślałem, że sprawa ucichnie, a państwo Józefina i Henryk Smithy'owie będą mogli w spokoju żyć, daleko od wszystkich tych artykułów, nagłówków, które mogą im przypomnieć o śmierci ich syna. Myliłem się jednak, skoro ta jedna osoba i jego partia próbują w tak okrutny sposób pokazać, że nie mają serca. Brak im empatii do ludzi lub jakiegokolwiek innego współczucia. Nikt nie potrafi tak bardzo zaszkodzić swoją obecnością jak oni. Mówię to teraz głośno i wyraźnie - nie macie zbliżać się do tej rodziny nawet o krok, bo uznam to za łamanie prawa do wolności." - dodaje. Smithy'owie, jak zdążyli się pochwalić, wyprowadzili się, by zacząć swoje życie od nowa. "Jeśli on ma czelność traktować mnie w ten sposób i wygadywać te "głupoty", jak sam nazywał moje słowa, to jestem zmuszony to powiedzieć. To Ty nie miałeś serca, duszy czy uczucia wsparcia dla innych rodzin w sierocińcu, skoro odciąłeś im na kilka dni zasilanie." - skomentował słowa prezydenta prezes. "To mi to udowodnij." - krótko odpowiada głowa miasta San Fierro. "Bo ja, w przeciwieństwie do Ciebie, mogę to zrobić [tzn. udowodnić]. Podobnie jak miliony innych mieszkańców San Andreas." - dopowiada. Mniej więcej w ten sposób przedstawiała się dyskusja dwóch dżentelmenów-polityków. Historia nabiera jednak barw w momencie, w którym dowiadujemy się, że nastolatek nie posiada jeszcze swojego nagrobka na cmentarzu, czego p. Kura używa jako argumentu w swojej sprawie. Według mieszkańców miasta Bayside Marina, San Fierro i rodziców zmarłego jest jednak inaczej - zmarł on na tyle niedawno temu, że pogrzeb jest dopiero szykowany. "Z funduszy uzyskanych od burmistrza, a właściwie ich połowy, postanowiliśmy urządzić godny dla naszego syna pogrzeb. Nie dziwię się zakładowi pogrzebowemu, że tak długo to trwa, skoro daliśmy im na to wolną rękę. Oni mają ustalić jak wyglądać będzie poczęstunek po pogrzebie, sam pogrzeb czy dekoracje." - opowiada ojciec 15-latka. "Dla mnie Stephen był, jest i będzie moim wnukiem. Nie ważne gdzie aktualnie przebywa, chociaż na pewno w lepszym niż to miejscu." - wcisnęła się do wypowiedzi babcia wnuczka. Dziadek zmarł jakiś czas przed swoim wnukiem, dlatego nie udzieli nam swojego komentarza. "Będzie żył w niebiosach wraz z Andrzejem, moim mężem." - uzupełnia babcia. Pogrzeb będzie tylko dla najbliższych i przyjaciół rodziny. Wejść na niego będą więc mogły tylko osoby ściśle związane ze Stephenem, jak i jego wcześniejsi znajomi. Kąpieliska, w których kąpał się młodzieniec nadal są zamknięte. Nie można tam wejść, a tym bardziej odbyć jakiejkolwiek kąpieli czy "wodnej podróży". Główny Inspektorat Sanitarny ostrzega jeszcze raz, po całym zamieszaniu w strefie polityki SA, że do tych obszarów nie można się zbliżać. Niech nie powtórzy się sytuacja, która miała miejsce z biednym dzieckiem. "Jeśli chcecie umrzeć godnie omijajcie te tereny. Oczywiście nie wspominamy tu w żadnym wypadku, że śmierć dziecka nie była godna. To tylko przestroga dla głupich, którzy tym razem będą wiedzieli co na nich czeka, ale i tak będą chcieli spróbować tego "na własnej skórze"." - wplata w całą dyskusję ponownie Jacek Glizda na stronie GIS-u. Nasza redakcja pozostawia pusty komentarz po kłótni, którą wywołał p. Kura. Skoro potrafi on na tyle dobrze komentować sytuację z daleko, to ciekawe, co powiedziałby jako ojciec zmarłego lub lekarz, którzy obecni byli podczas śmierci dziecka w szpitalu. Jesteśmy prawie pewni, że zabrakło by mu słów do swoich głupich i dziecięcych komentarzy. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  3. Jack Hepburn - wcześniej ganster, teraz mechanik samochodowy Imię jego było znane w latach '78-'84 jako "seryjnego mordercy", jednak po swojej zmianie prowadzi dzisiaj normalne życie wśród nas. Jak to się stało? Co go do tego namówiło, co zmieniło? Czy został złapany i spotkała go kara? Odpowiedzi na poniższe pytania znajdziecie przede wszystkim w raporcie wypuszczonym przez Instytut Badań Społecznych Los Santos, który w tym artykule postaramy się dla Was skrócić i bardziej przybliżyć historię "legendarnej" osobistości pana Hepburn'a. Jack Hepburn to aktualnie kochający mąż i wspaniały ojciec dwojga dzieci, mieszkający w El Corona w Los Santos. To osoba, która z początku zupełnie nie wydaje się być w żaden sposób dziwna bądź nienormalna, ale jak przychodzi już co do rzeczy i dowiadujesz się o niej za dużo, opinia na jej temat zmienia się ekstremalnie szybko. Jak dowiadujemy się z dokumentu sporządzonego przez Instytut Badań Społecznych z Los Santos, był on w swoim wcześniejszym życiu "seryjnym mordercą". Ma on na koncie wiele zbrodni, jednak nie tylko morderstwa, dokonywał również takich przestępstw, o których dzisiaj nie mówi się zbyt przychylnie. Jack H. przebywał w więzieniu za popełnione czyny aż 25 lat, czyli dosłownie jedną karę przed dożywociem i dwie przed karą śmierci. Został ukarany przez Sąd Okręgowy w Los Santos. Pewnie chcielibyście usłyszeć dobrą historię, że w 1985 roku, gdy wyszedł, powrócił do swojej ukochanej, która codziennie go odwiedzała. Jednak niestety tak nie było, bo jego długodystansowe małżeństwo oddzielone żelaznymi kratami rozpadło się zaraz po tym, jak do owego więzienia trafił. Krótko po tym, gdy został zwolniony po 15 latach za dobre sprawowanie, przyrzekł sobie, że już nigdy nie popełni podobnego błędu życiowego, że już nigdy nie stanie się taką osobą, jak wcześniej i zdobędzie nową miłość. Już podczas rozprawy sądowej Jack pokazywał skruchę wobec tego, czego dokonał. Sędzia Jake Murray, po przeprowadzonej z psychologiem Jack'a rozmowie, uznał jego karę za rehabilitację za swoje czyny i dał mu możliwość wrócenia do normalnego społeczeństwa. Innymi słowy, wrzucił go do więzienia na 25 lat z możliwym odwołaniem się od kary lub wyjściem za dobre sprawowanie. Czy pan Murray dobrze postąpił? Cóż, po wydaniu kary społeczeństwo obrzuciło go zgniłymi pomidorami i porównało do zbrodniarza, którego sądził. Widać jednak poprawę u Jack'a, który po rozpoczęciu nowego życia zachowuje się już jak zwykły, pracujący legalnie, człowiek. Jednak jak to wszystko się zaczęło? Otóż Pan Hepburn przechodził przez ciężkie dzieciństwo w Las Colinas. Patologiczna sytuacja w domu, mianowicie pijący niemożliwe ilości alkoholu ojciec i niekochająca matka, po źle spędzonej razem nocy, traktowali swojego syna jako wyrzutka. Gdy tylko skarżył się na podobną sytuację w szkolę, rodzice wyśmiewali go i nie dali dojść do słowa. Postanowił więc zainterweniować w inny sposób, poszedł ze swoim zgłoszeniem na policję. Jednak nie pomyślał wtedy o swoim "domowym" obszarze, a o publicznym - o rówieśnikach w klasie. Gdy pojawił się na komendzie, policjantka wysłuchała jego próśb i poprosiła o przyjście z rodzicem. Szybko udał się po swoją matkę, która pod przymusem prawa udała się za nim. Młodzieniec zwierzył się policji, która po wysłuchaniu zeznań wszczęła dochodzenie, jednak bez dalszych kroków. Wszyscy opisani przez niego "młodzi napastnicy" pozostali nietknięci. To nie wszystko! Zaraz po wyjściu z komendy i wejściu do auta, jego własna mama powiedziała mu prosto w twarz, że jest żałosnym, beczącym g*wniarzem. Młody Jack nie mógł przeżyć więcej takich cierpień i uciekł z domu. Na szczęście, jeśli można tak powiedzieć o historii wcześniejszego zbrodniarza, znalazł nowy dom u swoich zaufanych znajomych. Po akcji z policją stracił zaufanie u większego grona i starał nie wychylać się z szarego szeregu swoich przyjaciół. Jednego dnia postanowił sobie, że zdobędzie większą aprobatę wśród swoich znajomych i dokona czegoś wielkiego. W tym celu obserwował i analizował ich zachowania. Zauważył, jak jego kolegów "podnieca" bawienie się ogniem, czyli piromania. Następnego dnia po dowiedzeniu się wcześniej opisanych "fetyszów" przyjaciół - dokonał pierwszej zbrodni. "Na pokaz" podpalił jeden z pobliskich budynków społecznych, co spodobało się gronu jego kolegów. Kamer miejskich nie było, więc to przestępstwo uszło mu na sucho. Nie skończyło się jednak na tym. Przez swoją gangsterską karierę, przechodząc po trupach do swojego największego celu, stał się szefem wszystkich szefów. Dowodził swoimi najlepszymi ludźmi. Kradł, zabijał, gwałcił i wiele więcej. Jego listę zbrodni, tzn. listę artykułów, które złamał, sędzia czytał podczas rozprawy po jego złapaniu przez 30 minut. Może sędzia szybko mówił, a może Hepburn nie miał aż tak zanieczyszczonej karty. Przez całe swoje życie, jak przyznaje sam z ręką na sercu, dokonał tylko jednego morderstwa. Na znajomym, który złamał jedną z ważniejszych reguł jego "gangu". Według niej, czekała go za to śmierć z rąk samego lidera. Tak też się stało. Jak doszło do jego zatrzymania? Jack od dłuższego czasu zastanawiał się nad tym, co zrobił, żeby dostać się w miejsce, na którym był. Przechodził przez wiele kryzysów życiowych, od swojego domu, do momentu, gdy został przewodniczącym praktycznie wszystkich struktur gangowych na swoim terenie. Rozpoczynał, jak sam mówił, myśli filozoficzne, których nigdy nie mógł w żaden sposób dokończyć ani odpowiedzieć. Gdy przyszło mu zabić kogoś po swojej pierwszej ofierze, ostatecznie rezygnował i żeby nie stracić respektu u innych, powierzał swoją robotę innym, najbliższym jemu współpracownikom. Już wtedy poczuwał się odpowiedzialny za to, co zrobił. Nie mógł sobie wybaczyć i obwiniał, że przez niego rodzice tracili swojego młodego syna, gdy on sam mógłby tak naprawdę bardziej mu pomóc, niż zaszkodzić. W tych czasach nie korzystał jednak ze swoich prawdziwych możliwości i szybko tłumił takie myśli, dochodząc do wniosku, że to nie może być prawdą i na pewno on w ten sposób nie żyje. Jego męczarnie były jednak prawdziwe przez cały czas, z czego on połowicznie nie zdawał sobie sprawy. W pewnych momentach zaczął mieć myśli samobójcze i powoli dochodziła do niego depresja. Gdy 28 lipca 1984 roku, wyspecjalizowane jednostki BOA stanęły przed jego drzwiami, on w głębi siebie wiedział już, co się stanie. Spędzał swoje noce ze swoją drugą w życiu dziewczyną, której kazał schować się w sypialni, gdy on obrócony od swoich drzwi głównych uklęknął i położył swoje ręce na skroni. Jednostki szybko zauważyły, że nie kwestionuje rozkazów funkcjonariuszy i nie przeszkadza w ich interwencji. Aresztowały go i zabrały składającą się z 3 pojazdów opancerzonych kolumną do aresztu śledczego, gdzie do momentu wypowiedzenia przez sąd wyroku, spędzał swoje dnie. Koniec końców Jack prowadzi teraz życie, z którego faktycznie jest zadowolony. Podjął współpracę z organizacjami charytatywnymi i pomaga byłym gangsterom wyjść ze swoich do niczego nieprowadzących załamań i ustabilizować się w życiu. Jak wspomnieliśmy, ma on dwójkę dzieci - Adama i Henryka. Kilka miesięcy po wyjściu z "paki" znalazł i ożenił się z Polką, stąd takie pomysły na imiona dla dzieci. Życzymy mu tylko dalszych sukcesów. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  4. Chyba "gimnazja", a nie "gimnazjum", bo jedyne gimnazjum w Polsce na pewno nie powstało ;/
  5. Restauracja Hobos - nie taka nieprawdziwa, jak się wydaje? Dzisiaj nasza redakcja wybrała sobie za zadanie przedstawić Wam jedną z mniej znanych restauracji w grze Grand Theft Auto: San Andreas, mianowicie tą znajdującą się w Vinewood, Los Santos - Hobos. Poniżej przedstawiamy zdjęcie owego lokalu, żeby łatwiej było Wam, drodzy czytelnicy, zrozumieć o jaki nam chodzi. Nie każdy musi być obeznany w tej grze, bo nie jest to przymus. Restauracja Hobos jest odzwierciedleniem restauracji Carney's znajdującej się w realnym świecie w West Hollywood, Kalifornii. Ta prawdziwa zbudowana jest z dwóch starych, ale odnowionych wagonów pasażerskich. Zarówno ich drzwi, jak i okna pozostały niezmienione, ale przerobione na dobre wejście, ozdobę a przede wszystkim znak towarowy lokalu. W tym miejscu je wiele sławnych ludzi, odwiedzane jest przez turystów podczas ich wycieczek - i to wszystko tylko dlatego, że jest to miejsce strasznie klimatyczne i wciągające. "To zwykła restauracja burgerowa, fast food" - ktoś mógłby z Was powiedzieć, ale nie! Sam "budynek", jeśli można go tak nazwać, został założony w 1975 roku przez John Wolfe ze swoją żoną - Pat Wolfe. Jednak to nie wszystko, najbardziej wciągające rzeczy do konsumpcji, którą posiada ta jadłodajnia to ich sławne hamburgery i hot-dogi uwiecznione w radiowym spocie reklamowym z 1975, czyli roku założenia. Cały spot przedstawiamy poniżej, żeby wszyscy mogli się z nim zapoznać. Niestety, jest tylko w języku angielskim. "John Wolfe, który był ulubionym dyrektorem radiowym przez wiele lat, jest właścicielem Carney's! I jest człowiekiem, który nie ważne za co się zabierze w swoim życiu, za każdym razem zrobi to jak najlepiej się da." - opowiada jeden z mężczyzn przedstawionych w filmie. Więc czemu by nie spróbować, skoro ich jedzenie jest tak dobre, że aż rozpływa się w ustach? Jeden z laureatów nagrody Pulitzera za krytykę, Johnathan Gold, wpisał tę knajpę na swoją listę 99-ciu najlepszych i niezbędnych do odwiedzenia. Carney's w swoim menu przedstawia nie tylko pyszne i uzależniające burgery i hot-dogi, ale również wrapy, niesamowite smakowo desery, różnego rodzaju napoje czy frytki. Ta gospoda nie została przedstawiona tylko i wyłącznie w grze, którą wszyscy uwielbiamy i gramy na potrzeby pylife.pl, ale również chociażby w jej nowszej odsłonie - GTA V lub Midnight Club: Los Angeles. Jak widać, podoba się nie tylko krytykom i klientom, ale również deweloperom gier. W świecie naszej gry nie jest ona przedstawiona jednak za dobrze, ma zwykłe i niczym nie wyróżniające się menu z jakimiś normalnymi hamburgerami z frytkami czy innymi powiększonymi zestawami. Pozostawić ten artykuł można z jednym wnioskiem - nie wolno wierzyć obrazowi, który przedstawia daną rzecz w grze, bo nie zawsze są prawdziwe! Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  6. Śmierć 15-latka w Bayside Marina Stephen Smithy, bo tak na imię miał 15-latek, zmarł w nocy z dnia 15. na 16. czerwca. Władze ostrzegają przed zagrożeniem w wodzie i zamykają chwilowo kąpieliska z pomocą sanepidu. Stephen Smithy był zdrowym chłopcem, nic mu nie dolegało. Bawił się ze swoimi znajomymi na jednym z kąpielisk w Bayside Marina, skąd pochodzi. Jego rodzice pozwolili mu wyjść. Wiedzieli, że woda ma na początku sezonu około 16-17 stopni, ale mały był na tyle uparty, że nalegał rodziców. Po dłuższej kąpieli w wodzie, chłopak poczuł, że boli go stopa. Dobrzy koledzy postanowili pomóc mu wyjść z wody i położyli go na jednym z ich ręczników. Szybko zadzwonili po jego rodziców. Gdy ci się pojawili, momentalnie wzięli swojego syna do samochodu i zawieźli do pobliskiego szpitala w San Fierro. Tam, na oddziale, stwierdzono zgon. Jak się okazało, lekarze stwierdzili, że przyczyną bólu była meduza. Pierwszym organem sprawczym, który zadziałał i zamknął kąpielisko, w którym kąpał się wcześniej młodzieniec był sanepid. Rano, o godzinie 8:00 wydali oni oświadczenie, w którym zabraniają wchodzenia do wody na terenie przez nich wyznaczonym. Rybacy dostali również zakaz wędkowania na plażach Bayside Marina, jednak wypływać w morze nadal mogą. Prezydent miasta San Fierro dzisiaj o godzinie 10:00 złożył kondolencje rodzinie Smithy'ów i wręczył jałmużnę w wysokości 50,000 euro. "Nic nie spłaci mi mojego syna." - skomentowała matka młodego i odmówiła przyjęcia pieniędzy. Mimo to, te wpłynęły dwie godziny później na konto małżeństwa. "Nie pozwolimy, aby więcej takie rzeczy w obszarze przez nas chronionym się zdarzały. To my mamy dbać tu o bezpieczeństwo, a jeśli takie sytuacje będą mieć jeszcze miejsce, mimo złożonej przeze mnie na początku kadencji przysięgi, złożę rezygnację i już nigdy nie wrócę na to stanowisko. Jest mi smutno, jak widzę, jak młoda para traci swoje dziecko tylko i wyłącznie przez tą chorą naturę. Boże, miej nas w opiece." - napisał na swoim Twitterze prezydent zaraz po tym, jak dowiedział się o całej zaistniałej akcji. "Na pewno będziemy starali się o następne dziecko, jednak nie po tak krótkim czasie od takiej tragedii. Moja żona jest załamana." - odpowiedział ojciec zmarłego dziecka. Państwo Smithy'owie mieszkają w Bayside Marina, w jednym z większych domostw w okolicy. Jednak cierpią również na jeden problem - obok nich cały czas trwa budowa, przez co nie daje im to spać. Kto, wie może, jeśli budowa była na ten czas wstrzymana, nastolatek nie chciałby opuścić domu żeby popływać, a cała historia potoczyłaby się inaczej? "Tereny kąpielisk wodnych zamknięte są do rozpoczęcia sezonu." - dodał w swoim wypowiedzeniu na stronie GIS-u Jacek Glizda. Będziemy więc musieli poczekać na cieplejszą wodę, aby sobie w niej popływać. A może lubicie jednak takie zimne klimaty? Dajcie znać poniżej. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  7. Renowacja starego boiska koszykowego w Las Venturas Trwa właśnie odbudowa i renowacja starego koszykowego boiska w Las Venturas w dzielnicy The Camel's Toe. Jako, że władze rozpoczęły pracę dopiero nad przetargiem, postanowiliśmy się przyjrzeć temu tematowi i dowiedzieć się czegoś więcej dla naszych czytelników. Zapraszamy do czytania. Według prezydenta miasta Las Venturas, "Boisko jest stare i nie nadaje się do gry. Wcześniej świeże, pachnące farbą linie, są teraz praktycznie wydeptane i nienadające się do dalszego użytku". Dlatego właśnie postanowili oni zadziałać w tym kierunku. "Rozbudujemy boisko. Aktualnie trwa przetarg, ale jak tylko dobiegnie końca, postaramy się dokupić więcej ziemi dla naszych młodzieńczych bohaterów i sportowców." Jeśli jednak to im się nie uda, mają zamiar zamiast dwóch boisk o wymiarach 26x13 metrów zrobić jedno większe z mini-trybunami o wymiarach 28x15 metrów, czyli to zgodne z zasadami ustalonymi przez FIBA. "Powierzchnia tam jest super płaska, więc nie powinno być problemu." - dodał na koniec prezydent. Prezydent zapewnia również, że będą działać szybko i ze stałym połączeniem z FIBA, aby zapewnić prawdziwe sportowe emocje. Boisko będzie otwarte dla osób nieletnich w wieku od 10 do 17 lat, żeby dbali o swój talent i szerzyli się w jego kierunku. Jednak my, jak to my, ustanowiliśmy sobie, że zapytamy nastolatków o ich zdanie na ten temat. Ich odpowiedzi były niekiedy szokujące, sprawdźcie sami! Feliks.: Cześć, chciałbyś udzielić nam odpowiedzi na kilka pytań, chłopcze? Carl Luis: Yyy... Ta. Feliks.: Dobrze Ci się gra na tym boisku? Nie chciałbyś, żeby prezydent zrobił coś z tym? Carl Luis: Fajnie się gra, ale beton boli jak się na niego spadnie. Feliks.: Hm, czyli chciałbyś renowacji? Carl Luis: A co to? Feliks.: Naprawią Ci boisko i beton wymienią na miększą wykładzinę czy inne takie, żeby nie bolało Cię, kiedy spadniesz. Carl Luis: O! Chcę! Jak widać po opinii Carla, którego mama pozwoliła nam zapytać się trochę pytań, a właściwie na jedno, chciałby, żeby władze zrobiły coś z tymi okropnymi warunkami do grania w koszykówkę czy klasy. Jednak po skończonej budowie gra w klasy prawdopodobnie będzie albo zabroniona, albo przeznaczona na nią będzie nowa przestrzeń gdzieś w pobliżu nowego boiska. Pani Luis też zapytaliśmy się bardziej o grę w klasy, bo oprócz Carla, przychodzi tu codziennie jeszcze z młodszą, 7-letnią córką, która uwielbia grać w klasy. Feliks.: Dzień dobry, mogłaby Pani powiedzieć coś na temat pańskiej rutyny na tym boisku? Kinga Luis: A więc tak... Przychodzę tu codziennie z dziećmi po południu, żeby mogły się pobawić. Cornelia, moja córka, lubi strasznie grać w klasy, a Carl w koszykówkę. Musiałam specjalnie do tego boiska kupić mu piłkę. Był taki zadowolony! Feliks.: Rozumiem, słyszała Pani o tym, że mają to boisko odnowić? Założyli, że zbudują dodatkową przestrzeń do gry w klasy. Kinga Luis: Tak, gdzieś obiło mi się to o uszy. Jestem zachwycona! Gdy dzieci podrosną, będą mogły przychodzić tu więcej beze mnie. Mieszkamy niedaleko, więc na pewno im się to spodoba. Feliks.: Tak też myślałem. Dobrze, dziękuję za ten krótki komentarz. Do kiedy indziej. Jak widać, wszystkim się nowe plany podobają, przynajmniej tej jednej, rosnącej rodzinie. Miejmy nadzieję, że nie tylko im, a wszystkim użytkownikom starego, a za niedługo nowego boiska. Budowa trwać będzie od 18. czerwca (dnia zakończenia przetargu) do następnego miesiąca, tego samego dnia. Mieszkańcy The Camel's Toe napisali list do prezydenta, w którym dziękują mu za jego pracę i za rozbudowę przestrzeni do gry dla mniejszych. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  8. Morderstwo w domostwie Tierra Robada na przeciwko El Quebrados Dosłownie na wzgórzu przy małym miasteczku El Quebrados w jednym z domków letniskowych dokonano morderstwa. Kryminalistyka Sheriff Department Fort Carson w porozumieniu z tym samym biurem i Medical Center hrabstwa El Quebrados próbują sprawdzić, co było przyczyną zgonu ofiary. Na chwilę obecną, nie ma podejrzeń co do właściciela. "Na miejscu zdarzenia znaleźliśmy pod zakrwawioną kołdrą głowę konia. Żadnych narzędzi, które mogłyby zostać użyte w celu zabicia." - powiedział nam w swoim komentarzu starszy sierżant Sheriff Department El Quebrados Juan Carlos Sánchez. Właściciel wynajmowanego domu letniskowego obudził się dzisiaj rano z zakrwawioną pościelą, pod którą odnalazł głowę swojego wycenionego na 250 tysięcy euro rumaka. Na jego szczęście, zawodowo zajmuje się on hodowlą koni i nie był to jego jedyny "egzemplarz". Gdy José Rodríguez Segura obudził się, poczuł, że jego błyszcząca pościel jest w jakiś sposób mokra. Gdy tylko odkrył co było przyczyną jego zmartwień, natychmiast zaczął krzyczeć niczym mała dziewczynka. Po uspokojeniu swoich nerwów wezwał szeryfów miasta za pomocą pobliskiego telefonu stacjonarnego, gdy ci zjawili się na miejscu, rozpoczęli śledztwo. Z grupy podejrzanych z miejsca wykluczono właściciela, bo to on zgłosił się do SD (Sheriff Department) z prośbą o pomoc. Zaczęto zastanawiać się więc, kto mógłby być mordercą. Po kilku dniach wykonywania swojego dochodzenia, policja doszła do wniosku, że mordercą w tej sprawie jest już zatrzymany w areszcie. Był nim znany pod pseudonimem "Aduś" Adrian Prawdomówny. Nazwisko nie odwzorowuje jednak jego postaci w życiu realnym, bo jest on zakłamanym przestępcą, który na swoim koncie posiadał już 3 napady. W rzeczywistości, ta sytuacja miała miejsce kilkanaście lat temu, ale wygląda niczym piękne odwzorowanie filmu "Ojciec Chrzestny", cytowanego w wielu innych produkcjach i przez sławnych ludzi Hollywood. Dzisiaj El Quebrados to spokojna dzielnica, w której nie dochodzi do żadnych bójek, a tym bardziej tak poważnych występków jak morderstwa czy kradzieże. Wszyscy się znają, a atmosfera w miasteczku jest tak rodzinna, że nawet najwięksi zbrodniarze przez mieszkańców są przyjmowani do domów, jakby byli ich dalszymi kuzynami. "Aduś" był zazdrosny życia, które posiada José. Za czyny, których dokonał trafił do więzienia na czas 15 lat, a pan Segura otrzymał od niego wynagrodzenie równowartości konia oraz dodatkowo zadośćuczynienie spłacone przez państwo. Można wywnioskować tylko jedno, nie warto być zazdrosnym o innych, skoro samemu nie potrafi się zaangażować w swoje życie publiczne i prywatne. Należy nad sobą popracować, żeby nie musieć żyć z przeciwnościami losu. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  9. Władze ostrzegają przed burzami Wszyscy dobrze wiemy, że gdy schowamy się podczas burzy pod drzewem, to istnieje szansa na to, aby poraził nas piorun. Taka sama sytuacja jest z przebywaniem w wodzie i na otwartej przestrzeni. Warto zadać sobie istotne pytania dla swojego bezpieczeństwa - gdzie się schować przed burzą i jak się chronić przed jej efektami? W wywiadzie udzielonym dla serwisu echodnia.eu z 2011 roku, zastępca komendanta Państwowej Straży Pożarnej w Kielcach, pan Robert Sabat, ostrzega, że najbardziej wysunięci na burze jesteśmy w wysokich punktach n.p.m. z np. samotnym drzewem, itp. Uderzony przez piorun może zostać każdy, kto przebywa na świeżym powietrzu w czasie silnej ulewy. Podczas burzy najlepiej jest pozostać w domu - w swojej strefie bezpieczeństwa. Jeśli jednak to nie jest możliwe - w budynku lub w aucie. Jeśli jesteśmy już w tak nieciekawej sytuacji bez żadnego budynku lub auta przy nas, powinniśmy pójść w stronę najniższego punktu, przykładowo doliny lub wąwozu. Dodatkowo, należy trzymać się z dala od metalowych przedmiotów: siatek i innych podobnych, bo są one dobrymi przewodnikami prądu. W momencie uderzenia pioruna, metal przetransportowałby prąd do naszego ciała, co skutkowałoby tzw. porażeniem krokowym. Nawet mały ułamek pioruna potrafi zabić - dodaje pan Sabat. Załóżmy, że schowaliśmy się w domu - co dalej? Czy mamy dalej coś zrobić? Odpowiedzieć brzmi tak. Należy jak najszybciej pozamykać wszystkie okna i drzwi zewnętrzne. Najlepiej jest również odłączyć wszystkie urządzenia elektryczne ze swojego pokoju i nie zbliżać się do tych podłączonych. W dodatku nie należy używać telefonu komórkowego, ani zbliżać się do kominka, pieca czy innego źródła ciepła podłączonego bezpośrednio do komina. To również odpowiedzieć na wieczne pytanie "Czy należy odłączyć komputer od prądu w trakcie trwania burzy?" - oczywiście, że tak. Podłączony do prądu, kontaktu, może spowodować, że po uderzeniu pioruna nie będzie z niego żaden pożytek i będzie co najwyżej do wyrzucenia na śmietnik. Co warto porobić podczas burzy, żeby nie zanudzić się na śmierć? To już czysta wola wyobraźni i kreatywności, bo tutaj ludzie mają wiele zdań. Niektórym wystarczy zwykła rozmowa z drugą czy trzecią osobą, ale inni muszą sobie zagrać w jakąś grę planszową, karty lub kości przy świecach. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  10. Wspaniała fontanna przy Komendzie Głównej Policji Las Venturas! Według zeznań pobliskich mieszkańców, fontanna znajdująca się w pobliżu komendy policji po wrzuceniu do niej monety spełnia życzenia ich nadawcy. W tym celu zapytaliśmy kilka osób właśnie na ten temat, zobaczcie jak nam poszło. Niestety, niektórzy mieszkańcy olewali nas lub po prostu na starcie mówili, że nie chcą udzielić odpowiedzi. Feliks.: Witam, z tej strony Redaktor Redakcji Prasowej Feliks, kłaniam się. Obywatel #1: Dzień dobry, dobry wieczór. Jan Kowalski. Feliks.: Chciałbym zadać panu dosłownie dwa-trzy pytania, jest pan skłonny na nie odpowiedzieć? Obywatel #1: Pytaj pan, jeśli trzeba. Feliks.: Słyszał pan o fontannie na pańskim osiedlu? Obywatel #1: Jakieś fontannie? A, tak, tak. Słyszałem, co z nią? Feliks.: Czy według pana spełnia ona pańskie życzenia? Obywatel #1: A ona nie była do konserwacji? Psuła się cała, popadała trochę w ruinę. Myślałem, że władze chcą się jej pozbyć. Feliks.: A odnośnie mojego pytania? Jest pan w stanie na nie odpowiedzieć? Obywatel #1: Pamięta pan kiedy została tutaj wprowadzona? Ja pamiętam! I to było dobre kilkanaście lat temu, pana pewnie na świecie jeszcze nie było! Ha! Feliks.: Dobrze... *odchodzi powolnym krokiem* *w tle nadal słychać gadania obywatela #1* W tym momencie uznaliśmy, że rozmowa za bardzo się ciągnie, a my nie mamy na tyle dużo czasu, żeby w całości ją dokończyć. Znamy jednak adres tego starszego pana, więc możliwe, że kiedyś tam wrócimy z nowymi pytaniami lub tymi samymi, żeby dowiedzieć się czegoś nowego i ciekawego o tym samym. "Człowiek kształci się przez całe życie." - jak to mówią. Ten pan ewidentnie jest człowiekiem oczytanym i zna się na niektórych rzeczach, warto czasami z takimi osobami porozmawiać. W swoim domu można porozmawiać chociażby z dziadkami, na pewno poczęstują Was ogromną ilością wiedzy. Ze względu na to, że na tym świecie żyją dłużej od Was, to są w stanie poradzić Wam w praktycznie każdej sytuacji. Feliks.: Witam, z tej strony Redaktor Redakcji Prasowej Feliks, kłaniam się. Obywatelka #2: Dobry, Anna Kłosińska. Feliks.: Chciałbym zadać pani dosłownie dwa-trzy pytania, jest pani skłonna na nie odpowiedzieć? Obywatelka #2: Oczywiście. Feliks.: Słyszała pani o fontannie na pańskim osiedlu? Obywatelka #2: Tak, słyszałam. Feliks.: Czy według pani spełnia ona pańskie życzenia? Obywatelka #2: Według lektur, które czytałam za młodu i filmów animowanych powinno tak być, ale rzeczywistość momentami jest niestety załamująca. Dopadła ona i mnie tym razem, krótko mówiąc - niestety nie, nie spełniła nigdy ona moich i nikogo z moich bliskich życzeń, a chciałabym, jednak nie. Feliks.: Dobra, dzięki. Uznaliśmy, że nie było sensu owej kobiety pytać więcej. Czasami warto wycofać się w odpowiednim momencie, żeby nie natrafić na niepotrzebne dyskusje czy rozmowy. Jednakże możemy jednogłośnie z moim cichym wspólnikiem stwierdzić, iż jest ona w mnóstwach książek oczytana, a co za tym idzie - mądra, inteligenta. Z pewnością zajmuje się pomaganiem w pobliskiej bibliotece lub, możliwe, w niej pracuje. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby faktycznie tak było. Feliks.: Witam, z tej strony Redaktor Redakcji Prasowej Feliks, kłaniam się. Obywatel #3: Witam, witam. Ma godność to Zbigniew Łysak, miło mi. Feliks.: Chciałbym zadać panu dosłownie dwa-trzy pytania, jest pan skłonny na nie odpowiedzieć? Obywatel #3: Jasne, proszę pytać. Feliks.: Słyszał pan o fontannie na pańskim osiedlu? Obywatel #3: Tak, oczywiście, codziennie się tam przechadzam. Feliks.: Czy według pana spełnia ona pańskie życzenia? Obywatel #3: Nie mogę powiedzieć, bo wtedy się nie spełnią. Wie pan jak to bywa. Feliks.: Dobrze, dziękuję za odpowiedzenie na te krótkie pytania. Do widzenia. Ostatnia rozmowa była chyba najbardziej sensowna z wszystkich 20-tu, które przeprowadziliśmy. Niestety naszego finalnego wniosku nie udało się dokonać, a zadawanie pytań mieszkańcom tego osiedla było strasznie niekomfortowe. Mój kamerzysta mówił, że nie jest to miłe osiedle i patrząc na wyniki tego małego "sondażu" muszę się z nim zgodzić. Odpowiedzi były niekiedy szokujące, a czasami w ogóle niezwiązane z tematem. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  11. Zamach na lotnisku Las Venturas 12. czerwca doszło do zamachu na lotnisku Las Venturas przeprowadzonego przez zdesperowanego mieszkańca Wenezueli. Podejrzany został zaaresztowany przez jednostki policji. Aktualnie jest przetrzymywany w areszcie śledczym. We wtorkowy poranek około godziny 8:00 ochrona lotniska dostała anonimową informację odnośnie, iż przy pokoju ochrony i systemie kamer znajdują się zwariowane ilości ładunków wybuchowych. Jak się po chwili okazało, zgłoszenie było prawdziwe. Policja wspólnie z ochroną przeprowadziła ewakuację ludności znajdującej się w środku i wezwała służby saperskie. Po tym, jak służby specjalistyczne znalazły się już na miejscu, przeprowadzono wstępny rekonesans terenu, z którego wynikało, że na lotnisku było aż 6 podłożonych ładunków, a w jednej z kabin w łazienkach znajdował się wcześniej opisany Wenezuelczyk, Alan Maestas, który na szczęście nie posiadał przy sobie żadnej broni palnej ani białej, ani detonatora do bomb, które wykonał wcześniej w domu - czego dowiedzieliśmy się z korespondencji emailowej przeprowadzonej z rzecznikiem prasowym KGP Las Venturas, którą pokazaliśmy poniżej. Po rozbrojeniu materiałów wybuchowych zaczęto szukać detonatora, którego miał mieć przy sobie napastnik. Znaleziono go w szafce na recepcji o dziwo nie należącej do pana Alana M. Policja próbuje dowiedzieć się, czy napastnik nie współpracował z jakimiś osobami trzecimi lub pracownikami lotniska, do teraz podejrzane osoby zostały zawieszone w pracy. Feliks.: Witam, z tej strony Redaktor Redakcji Prasowej K69-News Feliks, kłaniam się. Rzecznik prasowy: Witam, rzecznik prasowy KGP Las Venturas. W czym mogę pomóc? Feliks.: Czy mógłbym zadać Panu kilka pytań odnośnie ostatnich wydarzeń z lotniska Las Venturas? Rzecznik prasowy: Oczywiście, proszę pytać. Feliks.: Jak w posiadanie zwykłego cywila Rzeczypospolitej wpadły w ręce materiały wybuchowe? Rzecznik prasowy: Zgodnie z raportem dochodzeniówki, w miejscu zamieszkania Alana M. znajdowała się liczna ilość trotylu. Co więcej, pan M. posiadał mały warsztat, w którym projektował, tworzył i prawdopodobnie również testował swoje "małe" ładunki. Feliks.: Skąd mogła znaleźć taka ilość trotylu, który jest przecież nielegalny w naszym kraju? Rzecznik prasowy: Podejrzewamy, że zdobył ją sposobem internetowym. Feliks.: Gdzie aktualnie przebywa podejrzany? Rzecznik prasowy: W areszcie śledzczym Las Venturas. Feliks.: Dobrze, dziękuję, to już wszystkie pytania. Do widzenia. Rzecznik prasowy: Dziękuję, do widzenia. Zamachowcowi według art. 171 i 118 kk. grozi do 25 lat pozbawienia wolności. Policja w celu rozbrojenia wszystkich znajdujących się na miejscu ładunków wybuchowych musiała anulować 27 lotów i dezaktywować całe lotnisko LV na 13 godzin. Służby próbują dowiedzieć się, czy sprawca działał sam i czy ktoś jeszcze był w próbę zamachową zaangażowany. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  12. Handel metaamfetaminą po całym SA Ostatnio z raportów z Biuletynu Informacji Publicznej rzeczników prasowych policji i straży pożarnej LS i LV wyciekła informacja, że w następujących miejscach znajdowały się fabryki metaamfetaminy: Montgomery, Angel Pine, Bayside Marina, Flint County. Nasza redakcja postanowiła się zająć trochę tą sprawą i dowiedzieć się więcej, niż z samego raportu wynika. W Montgomery znajdował się najmniejszy tego typu interes, którym jak się okazało rządził lokalny rzeźnik i właściciel nieużywanej nieruchomości - Benita Polita. Z pochodzenia Włoch, znajdował się w naszym kraju z przynależnością imigranta, dostał wizę i za rok miał dostać obywatelstwo polskie. Coś chyba zmieniło jego plany. Jego "gospodarstwo" zostało zdjęte wraz z przeprowadzoną przez jednostkę antyterrorystyczną akcją dnia 5. czerwca tego roku. Dzięki temu, że informatorzy policyjni działali przymusowo, niczym jak więźniowie wypuszczeni z programem ochrony świadków, dokładnie było wiadomo, że w środku znajdował się Benita. Pracowało tam 9 osób. Mniejsza część fabryk z Flint County i Angel Pine była odnaleziona i zabezpieczona przez naszą policję jako ostatnia akcja. 8. czerwca to był dzień sądu ostatecznego dla nielegalnych pracowników nielegalnej wytwórni nielegalnego wyrobu psychoaktywnego. Pracowników znaleziono 17, jak się spodziewano, większość była uchodźcami. Ich szefem był Japończyk - Akira Shibata, 32 letni mężczyzna prowadził niekiedy bardziej normalne życie i mieszkał w Japonii, jednak ze względu na problemy finansowe rodziny postanowił zejść na tą złą drogę i wspomóc choć takim groszem swoją rodzinę znajdującą się za granicą. Prawdopodobnie zostanie odesłany przed japoński sąd. Akcja z Flint County była przeprowadzona dzień po tej z Montgomery. Ta fabryka, według raportów informatorów, była największa dotychczas znaną w San Andreas. Jej dowodzić miał szef wszystkich szefów, którego nazwa znana jest niewielu - Adelgrim, niestety zdążył uciec jednostkom policyjnym i nie został przez nich złapany. W tym miejscu pracowało około 35 osób. Wszyscy byli uchodźcami przeprowadzanymi przez granicę w sposób nielegalny, po ich aresztowaniu zostali deportowani z powrotem do swoich krajów. Głównie południowo-europejskich. Powoływali się na takie argumenty, że "nie mają życia w swoim kraju". Część dostała azyl. Policja wydała list gończy w sprawie "Adelgrima", w Polsce i Rosji znanego jako Jana Chrusztovka. Według naszego systemu sądownictwa, grozi mu do 25 lat pozbawienia wolności, jednak prawdopodobnie zostaje on odesłany do Rosji, skąd pochodzi, gdy tylko zostanie złapany przez naszą polską policję. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  13. Porywacz z Flint County Ostatnio doszły naszą redakcję słuchy odnośnie rzekomego porywacza z Flint County. Postanowiliśmy więc, dla naszych czytelników, zbadać tę sprawę bardziej doszczętnie i pokazać, jakie konsekwencje niosą za sobą złe wychowanie dziecka i co się z tym wiąże - ich przyszła nieodpowiedzialność, bo to jak się okazało, były główne przyczyny jakiegokolwiek dojścia do owego porwania. Po zapoznaniu się z tematem można wysunąć tylko jeden wniosek - nie każdy człowiek powinien zostawać rodzicem. Przyglądając się od samego początku całej tej dziwnej sytuacji, można wywnioskować, że rodzice nie za bardzo interesowali się swoimi dziećmi - 14-letnią Anią i 10-letnim Jaśkiem. Według zeznań sądowych psychologa szkolnego, dzieci systematycznie przychodziły do niego porozmawiać na temat ich sytuacji życiowej. "Tata cały czas pije." - to jedne z wypowiedzi, które usłyszał psycholog. Według prawa polskiego ma on w takich przypadkach obowiązek reagować - tak też zrobił, jednak nie przyniosło to żadnych skutków, a rodzina żyła tak, jak żyła wcześniej. Dzieci jednak nie przyszły już ponownie do psychologa, bo bały się kolejnych konsekwencji od strony rodziców, a szczególnie ojca, który prawdopodobnie używał wobec nich przemocy. W dzisiejszym świecie takie sytuacje nazywamy sytuacjami patologicznymi, a jacykolwiek ich sprawcy według naszego systemu sądownictwa powinni zostać ukarani. Według badań TNS OBOP (Ośrodka Badań Opinii Publicznej Sp. z o.o.) z 2007 roku dla Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej (dzisiaj Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej), co trzeci Polak doświadczył jakiejś formy przemocy domowej, a co piąty był jej sprawcą. 14% respondentów owych badań żyło w gospodarstwie, w którym ofiarą przemocy było dziecko. Dzisiaj te statystyki mogą być wyższe. Pamiętaj, że jeśli jesteś jednym ze świadków lub doświadczasz tego typu przemocy w domu - jest dla nich lub dla Ciebie pomoc. Wystarczy zgłosić się na niebieską linię lub jakiejkolwiek komendy policji, która powinna udzielić dalszych instrukcji w tej sprawie, jak i sama się w nią zaangażować. Rodzice dzieci, państwo Kowalscy, żyją w niewielkim mieście o nazwie Angel Pine, z którego wieczorem koło godziny 19:00 wyjechali pozostawiając dzieci same w domu - bez opieki żadnej osoby dorosłej; na pastwę losu. "Po co?" - pytali się ludzie. Otóż wyjechali oni na imprezę ze swoimi znajomymi, z której wrócili praktycznie nad ranem około godziny 4:00, kiedy zorientowali się, że dzieci nie ma. Natychmiast zadzwonili na policję. Rzecznik prasowy KGP w Los Santos, odpowiedzialny za tereny Back O' Beyond, Flint County oraz pobliskie wsie z Angel Pine poinformował nas, że funkcjonariusz dysponujący jednostki, po dostaniu zgłoszenia o zaginięciu od razu wysłał na miejsce dwa radiowozy. Po wysłuchaniu rodziców, policja przeszukała pobliskie tereny i poinformowała naszą redakcję, iż znaleźli oni skradziony, czarny wan właśnie w terenach Back O' Beyond. Dochodzeniówka podejrzewa, że to było ostatnie znane miejsce przechowywania dzieci po porwaniu i jednocześnie informują, że doprowadzą to śledztwo z sukcesywnym, pozytywnym i zadowalającym wszystkich skutkiem - aresztowaniem winowajcy i odnalezieniem żywych dzieci. "Jak można być tak potwornym, okropnym bydlakiem, żeby porywać dzieci..." - dodał na sam koniec swojego niekrótkiego wypowiedzenia rzecznik prasowy. Zbrodniarzowi za porwanie zgodnie z art. 189 kk. grozi do 12 lat pozbawienia wolności. Jeśli dzieci przy uprowadzeniu zostały w jakikolwiek sposób skrzywdzone, sprawca trafi do więzienia na czas nie krótszy niż 3 lata. Dzieci do dzisiaj się nie odnalazły, a rodzice za swoją głupotę stracili prawa do dzieci po wyroku sądu San Fierro z dnia 12. czerwca tego roku. Policja zamieściła w sieci szkice dzieci, jak i samego porywacza wykonany z zeznań świadków w celu ich szybszego odnalezienia, liczą na pomoc internautów. Dla Redakcji Prasowej K69-News: Redaktor @Feliks.
  14. Nick z TeamSpeak3: .Feliks (nazwa z ubiegłego roku to Feliks.) Wiek: 17. Kto Cię zbanował: Nieznajomy, nie mam pojęcia kto ukarał mnie w ten sposób. Powód zbanowania: CBK. Krótki opis co zrobiłeś: Najwyraźniej kara została nałożona mi bardzo dawno temu, około we wrześniu ubiegłego roku i sam nie mam zielonego pojęcia za co mógłbym zostać zbanowany. Jedyną sytuację, którą pamiętam z "tamtych chwil", to rozmowy z aktualnym reporterem @Scar. czy innymi członkami K69N. Link do poprzedniego podania: --- Coś od siebie: Jeżeli faktycznie zrobiłem coś złego, to bardzo za to przepraszam, jednak nie przychodzi mi do głowy żadna sytuacja, za którą faktycznie mógłbym zostać ukarany. TeamSpeak3 jest mi bardzo potrzebny, gdyż chciałem w najbliższym czasie wrócić do Redakcji Prasowej K69N i ponownie zdać akademię. Prosiłbym o sprostowanie mi zaistniałej sprawy, bo ja naprawdę nie wiem o co chodzi. PS. Ban prawdopodobnie jest na IP. Jeśli to będzie potrzebne w celu odbanowania, podam je administratorowi rozpatrującemu ową apelację. W innym przypadku nie widzę sensu rozpowszechniania moich danych.
×
×
  • Create New...